nntp2http.com
Posting
Suche
Optionen
Hilfe & Kontakt

"Archipelag Gulag" - Fragmenty najslynniejszej ksiazki Solzenicyna

Von: McGrath (mcgrath@virgin.com) [Profil]
Datum: 06.08.2008 12:25
Message-ID: <m_emk.182339$x66.25145@newsfe25.ams2>
Newsgroup: alt.languages.polish
This is a multi-part message in MIME format.

------=_NextPart_000_026F_01C8F7B7.1BA7B270
Content-Type: text/plain;
charset="iso-8859-1"
Content-Transfer-Encoding: quoted-printable

Archipelag Gulag
Aleksander Solzenicyn
2008-08-05, ostatnia aktualizacja 2008-08-05 00:33
I   Aresztowanie

Jak trafia czlowiek na ten tajemniczy Archipelag? O kazdej porze dnia
leca tam samoloty,
plyna okrety, turkocza pociagi - ale zaden napis na nich nie wskazuje,
dokad jada. A kasjerzy
na dworcach i pracownicy agencji Sowturist i Inturist beda zdumieni,
jezeli poprosicie ich
o odpowiedni bilecik. Ani Archipelagu w ogólnosci, ani zadnej z jego
niezliczonych wysepek
ci ludzie nie znaja, nie slyszeli o niczym.

Ci, którzy jada na Archipelag, zeby nim rzadzic - trafiaja tam poprzez
uczelnie Ministerstwa Spraw Wewnetrznych.
Ci, którzy jada, zeby Archipelagu pilnowac - trafiaja tam z poboru,
przez komendy uzupelnien.
Ci zas, którzy jada tam umierac, tak jak my, czytelniku, ci trafiaja
tam wylacznie i koniecznie - poprzez aresztowanie!! Czy warto mówic,
ze to chwila, co lamie cale twoje zycie? Ze to piorun, co z nóg wali?
Ze to wstrzas duchowy nie do pojecia, z którym nie kazdy moze sie
oswoic i czesto nabawia sie pomieszania zmyslów?

Wszechswiat ma wlasnie tyle punktów centralnych, ile w nim zywych
istot. Kazdy z nas - jest osia swiata i swiat rozpada sie na kawalki,
gdy czlowiek slyszy sykniecie: "Jestescie aresztowani!".

Skoro c i e b i e juz aresztowano - to czy w ogóle c o s sie uchowalo
w tym trzesieniu ziemi?

Ale - nie potrafiac zacmionym nagle umyslem pojac rozmiarów tego
przewrotu, zarówno najprzemyslniejsi, jak najbardziej prostoduszni z
was, nie umieja w tej chwili wycisnac z calego zapasu swoich doswiadczen
nic wiecej, jak te oto slowa:

Ja?! Za co?!

Pytanie to miliony i miliony razy juz bylo zadawane i nigdy nie
doczekalo sie odpowiedzi.

Aresztowanie - to nagly i razacy przerzut, przewarstwienie, przeskok, z
jednego zycia do calkiem innego.

Po dlugiej, kretej ulicy naszego zycia pedzilismy szczesliwie, albo
brnelismy smutno wzdluz jakichs plotów, plotów, plotów ze zgnilych
desek, suchej gliny, wzdluz murów z cegiel, betonu, zelaza. Nie
zastanawialismy sie - co kryje sie za nimi? Ani okiem, ani domyslem nie
staralismy sie ich przeniknac - a tam wlasnie zaczynal sie kraj GULag,
reka dotknac, dwa metry stad. A ponadto nie dostrzegalismy w tych
plotach niezliczonej ilosci szczelnie dopasowanych, dobrze zamaskowanych
drzwiczek, furtek. Wszystkie, wszystkie te furtki czekaly na nas! - i
oto szybko otworzyla sie jedna z nich, ta fatalna, i cztery biale,
meskie dlonie, nie zgrubiale od pracy, ale chwytliwe, lapia nas za noge,
za reke, za kolnierz, za czapke, za ucho - wciagaja jak tlumok, a furtka
za naszymi plecami, furtka do dawnego zycia, zatrzaskuje sie na zawsze.

To wszystko. Jestes aresztowany!

I niczego innego nie umiesz wymyslic w odpowiedzi prócz jagniecego
bekniecia:

- Jaa?? Za co??

Oto czym jest aresztowanie: to blask oslepiajacy i cios, które
sprawiaja, ze terazniejszosc nagle staje sie przeszloscia, zas to, co
niemozliwe, zaczyna byc pelnoprawna codziennoscia.

I to wszystko. I niczego wiecej nie jestes w stanie pojac - ani w ciagu
pierwszej godziny, ani nawet w trakcie calej pierwszej doby.

Jeszcze tylko blysnie ci w twojej desperacji cyrkowy, papierowy ksiezyc:
"To pomylka! Zaraz sie polapia!".

Cala zas reszta, która sklada sie teraz na tradycyjny i literacki
poniekad obraz aresztowania, zgromadzi sie i ulozy juz nie w twojej
zmaconej pamieci, tylko w pamieci twojej rodziny i sasiadów.

To - ostry nocny dzwonek albo szorstkie pukanie do drzwi. To - dziarskie
postukiwanie niewycieranych butów czujnych agentów operacyjnych. To
- przestraszony swiadek za ich plecami. (A po co ten swiadek? - ofiary
ani o tym pomysla, agenci juz nie pamietaja, ale przewidziane to jest w
instrukcji, wiec musi facet cala noc przesiedziec, a rano dac podpis.
Dla wyrwanego z poscieli swiadka to tez meka: noc po nocy chodzic i
pomagac w areszcie swoich sasiadów i znajomych).


Tradycyjne aresztowanie - to jeszcze zbieranie drzacymi rekoma rzeczy
dla porywanego: zmiana bielizny, kawalek mydla, cos do jedzenia i nikt
jeszcze nic nie wie: co potrzeba, co wolno, jaka odziez najlepsza,
agenci zas poganiaja i przeszkadzaja: "Niczego nie trzeba. Tam go
nakarmia. Tam cieplo". (Wszystko lgarstwo. A poganiaja - na postrach).

Tradycyjne aresztowanie - to jeszcze pózniej, juz po zabraniu
nieboraka, wielogodzinne gospodarowanie w mieszkaniu szorstkiej, obcej,
przemoznej sily. To - wylamywanie, patroszenie, sciaganie i zrywanie ze
scian, wyrzucanie na podloge z szaf i szuflad, wytrzasanie,
rozsypywanie, rwanie - i góry rzeczy nagracone na ziemi, i chrzest pod
podeszwami. I nic swietego podczas rewizji! Przy aresztowaniu maszynisty
kolejowego Inoszyna stala w pokoju trumienka z jego dopiero co zmarlym
dzieckiem. Stróze prawa wyrzucili dziecko z trumny, tam tez szukali.
Wyrzucaja tez chorych z poscieli, zdejmuja bandaze.

I nic w trakcie rewizji nie moze byc uznane za drobiazg! U
historyka-amatora Czetwieruchina zabrano "tyle a tyle arkuszy carskich
dekretów" - a mianowicie dekret o zakonczeniu wojny z Napoleonem, o
zawarciu Swietego Przymierza i tekst litanii przeciw cholerze z 1830
roku. U naszego najlepszego znawcy Tybetu, Wostrikowa, skonfiskowano
bezcenne, starozytne rekopisy tybetanskie (uczniowie zmarlego zdolali
wydostac je z czelusci KGB dopiero po 30 latach!). Przy areszcie
orientalisty Newskiego zabrano manuskrypty tanguckie (a po 25 latach za
ich odcyfrowanie Newski otrzymal nagrode leninowska posmiertnie). Z
Kargera zaharapczono archiwum jenisejskich Ostiaków, zakazano
stosowania ulozonego przezen alfabetu i elementarza - i tak juz musial
sie caly ludek obejsc bez pismiennictwa.

W jezyku inteligentów wszystko to wymagaloby dlugich jeszcze opisów,
a nasz lud tak powiada o rewizji: tego szukaja, co nie schowane.

Skonfiskowane rzeczy wywoza, a czasem kaza niesc aresztowanemu - i Nina
Aleksandrowna Palczynska musiala niesc na plecach wór z papierami i
listami swego niestrudzonego meza - niezyjacego juz wielkiego inzyniera
i Rosjanina - IM w paszcze, na zawsze, niepowrotnie.

A dla tych, co zostaja w domu - dluga kolej porujnowanych, spustoszonych
dni. I próby przekazywania paczek. Ale ze wszystkich okienek tylko
poszczekiwania: "Nie ma w rejestracji", "nie ma tu takiego!". A
jeszcze
zanim podejdzie do okienka, trzeba - jak to bylo w Leningradzie, w zla
godzine, przez piec dni i nocy tloczyc sie w kolejce. I dopiero moze za
pól roku czy za rok, sam aresztant sie odezwie - albo tez ci powiedza:
"Bez prawa korespondencji" - a to juz prawie na pewno znaczy, ze
rozstrzelany.

Jednym slowem - "zyjemy w przekletych warunkach, w których czlowiek
moze zginac bez wiesci i najblizsi mu ludzie, zona i matka... cale lata
nie wiedza, co sie z nim stalo". Prawda to? A moze nie? Napisal to zas
Lenin w 1910 roku, w nekrologu Babuszkina. Tylko trzeba powiedziec
jasno: Babuszkin wiózl transport broni dla celów powstania, za to
tez zostal rozstrzelany. Wiedzial, co ryzykuje. Nie da sie tego
powiedziec o nas, nieszczesnych królikach.

Tak wyobrazamy sobie zwykle aresztowanie.

I rzeczywiscie, nocne aresztowania opisanego tu typu przeprowadza sie u
nas najchetniej, bo maja one wazne zalety. Wszyscy obecni w mieszkaniu
obezwladnieni sa przez strach juz od pierwszego dzwonka. Przyszly
aresztant wyrwany jest z cieplej poscieli, caly jest jeszcze w mocy
pólsennego bezwladu, rozsadek jego jest przycmiony. Przy nocnym
areszcie agenci maja przewage liczebna: przyjezdza ich kilku, sa
uzbrojeni, a maja przeciw sobie pojedynczego czlowieka w niedopietych
portkach; podczas rewizji i przygotowan do drogi na pewno nie zbierze
sie pod brama tlum ewentualnych stronników ofiary. Niespieszna
stopniowosc tych wizyt - naprzód w jednym mieszkaniu, potem w drugim,
jutro w trzecim i czwartym - daje mozliwosc racjonalnego wykorzystania
kadry operacyjnej i umieszczenia pod kluczem liczby obywateli
wielokrotnie wiekszej od calej tej kadry razem wzietej.

Jeszcze te zalete maja nocne areszty, ze ani sasiednie domy, ani
miejskie ulice nie widza ilu w ciagu nocy wywieziono. Najblizszych
sasiadów postraszono, a dla dalszych rzecz nie miala miejsca. Jak
gdyby nigdy nic. Ta sama asfaltowa trasa, która noca smigaly karetki
wiezienne, s u k i, - za dnia kroczy mlode pokolenie ze sztandarami i
kwiatami, spiewajac pelne pogody piesni.

Ale ci, co lapia, ci których cala praca polega tylko na
przeprowadzeniu aresztów, dla których objawy strachu u aresztowanych
sa czyms nudnym i dokuczliwym - maja o wiele szersze pojecie o calej
operacji. Maja cala swoja teorie, nie trzeba naiwnie sadzic, ze jej nie
ma. Aresztowanie - to wazny rozdzial w kursie wiedzy wieziennej i ma za
podstawe pewna solidna doktryne spoleczna. Istnieje klasyfikacja
zatrzyman wedlug rozmaitych cech: sa nocne i dzienne, sa domowe,
sluzbowe i drogowe, sa pierwiastkowe i powtórne, sa indywidualne i
grupowe. Aresztowania róznia sie od siebie w zaleznosci od stopnia
pozadanego zaskoczenia, od stopnia oczekiwanego oporu (ale w
dziesiatkach milionów wypadków zaden opór nie byl oczekiwany, ani
go tez nie bylo). Aresztowania róznia sie zaleznie od waznosci
zaplanowanej rewizji; zaleznie od koniecznosci (czy jej braku)
spisywania skonfiskowanych przedmiotów, opieczetowania izby lub calego
mieszkania; zaleznie od potrzeby uwiezienia równiez zony w slad za
mezem i oddania dzieci do sierocinca, badz zeslania calej reszty
najblizszej rodziny, albo wreszcie - wtracenia do obozu takze
dziadków.

A jeszcze istnieje osobna REWIZJOLOGIA (udalo mi sie przeczytac broszure
dla adeptów Studium zaocznego z Alma-Aty). Bardzo tam chwala tych
prawników, którzy przy rewizji nie lenili sie i przetrzasneli 2 tony
nawozu, 6 metrów polan, dwa wozy siana, oczyscili ze sniegu cala
dzialke przyzagrodowa, rozebrali kaflowy piec, rozgrzebali gnojówke,
skontrolowali miski klozetowe, spenetrowali psie budy, kurniki, domki
dla szpaków, poprzekluwali materace, zrywali plastry z ran, a nawet
wyrywali metalowe zeby, zeby znalezc w nich mikrodokumenty. Studentom
radzi sie goraco, aby zaczynali od rewizji osobistej i nia tez sprawe
konczyli (bo a nuz rewidowany cos capnal w trakcie) i zeby jeszcze raz
odwiedzili to samo mieszkanie, ale o innej porze - i powtórzyli
rewizje.

O, nie, nie, aresztowania sa bardzo róznorodne w formie. Irma Mendel,
Wegierka, dostala któregos dnia w biurze Kominternu (1926) dwa bilety
do Teatru Wielkiego, do pierwszych rzedów. Sledczy Klegel zalecal sie
do niej, wiec go zaprosila. Cale przedstawienie minelo im na czulych
spojrzeniach, po czym Klegel zawiózl Irme... prosto na Lubianke. A
jesli chcecie wiedziec dlaczego pewnego promiennego, czerwcowego dnia w
1927 roku na Kuznieckim Moscie kraglolicej, rudowlosej i pieknej Annie
Skrypnikowej, która dopiero co kupila sobie material na granatowa
suknie, jakis mlody frant grzecznie pomógl wsiasc do dorozki (a
dorozkarz juz sie polapal i caly sie chmurzy: Organy nie zaplaca mu za
kurs) - to musicie zrozumiec, ze nie chodzi o randke, ze to tez jest
aresztowanie: za chwile skreca na Lubianke i wjada w czarna czelusc
bramy.

Jesli zas (22 wiosny pózniej) komandor-podporucznik Borys Burkowski, w
bialym frenczu marynarskim pachnacy droga woda kolonska bedzie kupowal w
cukierni tort dla pewnej panienki - to nie sadzcie, ze tort trafi do rak
tej panny, bo w istocie zaraz zostanie posiekany nozami przy rewizji i w
tym stanie wniesiony przez komandora do jego pierwszej celi.

Nie, nigdy nie byl u nas w pogardzie zaden sposób zatrzymania, ani w
bialy dzien, ani w podrózy, ani wsród tlumu. Idzie to gladko i - tu
wlasnie trzeba sie dziwic! - same ofiary w swietej zgodzie z agentami
zachowuja sie jak najtaktowniej, tak zeby pozostali przy zyciu nie
zwrócili nawet uwagi na zaglade upatrzonego.

Nie kazdego mozna aresztowac w domu, po sakramentalnym zapukaniu do
drzwi (a jesli juz kto puka, to z "administracji", "listonosz"), nie
kazdego mozna aresztowac w miejscu pracy. Jesli przyszly aresztant jest
czlowiekiem przebieglym, to lepiej wziac go w oderwaniu od jego zwyklego
otoczenia - rodziny, kolegów, stronników, z dala od mozliwych
schowków: nie powinien zdazyc niczego zniszczyc, ukryc, przekazac.

Ludziom ze szczytów wojskowych czy partyjnych czasem dawano jakies
nowe stanowisko, podstawiano salonke na dworzec, i aresztowano w drodze.
Zwykly zas, szary smiertelnik, ogluszony masowymi aresztami i juz od
tygodnia zgnebiony zlowrózbnymi spojrzeniami zwierzchników - wzywany
bywal naraz do miejscowej organizacji zwiazkowej, gdzie mu z cieplym
usmiechem wreczano skierowanie do sanatorium w Soczi. Królik wpadal w
rozczulenie - obawy okazaly sie bezpodstawne! Wyraza wiec wdziecznosc, w
tryumfie wraca do domu, zeby spakowac walizke. Do pociagu wszystkiego
dwie godziny, laje wiec zone za opieszalosc. Jest nareszcie na dworcu!
Ma jeszcze troche czasu. W poczekalni albo przy kiosku z piwem, klania
mu sie jakis przemily, mlody czlowiek: "Nie poznajecie mnie. Piotrze
Iwanyczu?". Piotr Iwanycz ma chwile wahania: "Chyba nie... Chociaz...".
Mlodzian tryska braterska sympatia: "Alez, jak to, jak to, ja wam
przypomne..." i z szacunkiem klania sie zonie Piotra Iwanycza: "Prosze
wybaczyc, my z malzonkiem tylko na minutke...". Zona nie ma nic
przeciwko temu, nieznajomy zas trzymajac Piotra Iwanycza konfidencjalnie
za lokiec, uprowadza go - na zawsze, albo na dziesiec lat.

A dworzec wiruje dookola i niczego nie widzi... Obywatele podrózni!
Nie zapominajcie, ze na kazdym wiekszym dworcu jest posterunek GPU i
kilka wieziennych cel.

Natarczywosc tych rzekomych znajomków jest tak zaczepna, ze czlowiek
pozbawiony obozowej, wilczej wprawy jakos nie potrafi sie opedzic. Nie
mysl, ze bedac nawet pracownikiem amerykanskiej ambasady, nazwiskiem,
dajmy na to Aleksander Dolgan, nie zostaniesz aresztowany w bialy dzien,
na ulicy Gorkiego, obok centralnego telegrafu. Nieznajomy twój
przyjaciel rzuci sie w twoja strone, przepychajac sie przez tlum,
szeroko otwierajac zaborcze ramiona: "Sasza! - krzyknie z niczym sie nie
kryjac - stary byku! Ilez to lat, ile zim!... A chodzmyz na bok, zeby
ludziom nie wlazic w parade". A na boku, przy samym chodniku, juz
zatrzymuje sie auto... (minie kilka dni i TASS z gniewem stwierdzi we
wszystkich gazetach, ze kola zblizone nic nie wiedza o zniknieciu
Aleksandra Dolgana). A co to za sztuka? Nasi molojcy lapali w ten
sposób ludzi w Brukseli (tak schwytano Zore Blednowa), cóz dopiero w
Moskwie!

Trzeba jednak wyrazic ORGANOM zasluzone uznanie: podczas gdy dzis
przemówienia i sztuki teatralne wydaja sie - podobnie jak konfekcja
damska - dzielem jednej sztancy, rodzaje aresztowan ciesza swoja
rozmaitoscia. Odprowadzaja cie na bok w fabrycznej portierni, gdzie
dopiero co pokazales przepustke - i juz jestes zlapany, biora cie ze
szpitala wojskowego z temperatura 39 stopni (Ans Bernsztejn) i lekarz
nie sprzeciwia sie temu (a spróbowalby sie sprzeciwic!); biora cie
wprost ze stolu operacyjnego, po operacji rany zoladka (N.M. Worobiew,
inspektor okregowego wydzialu oswiaty - 1936) i ledwie zywego,
okrwawionego, pakuja do celi (wspomnienia Karpunicza); starasz sie
(Nadia Lewicka) o widzenie ze skazana juz matka, daja ci je! - a okazuje
sie, ze to konfrontacja i aresztowanie! Zapraszaja cie w sklepie
"Gastronom" do dzialu zamówien - i tam cie aresztuja: zostajesz
aresztowany przez wagabunde, który na wszystkie swietosci zaklinal
cie, zebys mu pozwolil przenocowac pod twoim dachem; zostajesz
aresztowany przez montera, który przyszedl sprawdzic licznik;
aresztuje cie rowerzysta, który potracil cie na ulicy: konduktor w
pociagu, kierowca taksówki, rachmistrz kasy oszczednosci i bileter w
kinie - kazdy z nich cie aresztuje, i dopiero poniewczasie mozesz sobie
obejrzec gleboko schowana legitymacje koloru bordo.


Czasem aresztowanie wydaje sie jakas gra - tyle zainwestowano w nie
zbednej pomyslowosci i sytej energii, a przeciez ofiara i tak by nie
stawiala oporu. Czy agenci operacyjni chca w ten sposób uzasadnic
potrzebe swoich funkcji i swojej liczebnosci? Jak sie zdaje,
wystarczyloby rozeslac wszystkim upatrzonym króliczkom po wezwaniu - a
juz one same o wyznaczonej godzinie, co do minuty, pokornie stana z
tlumoczkiem pod czarna brama urzedu bezpieczenstwa, aby zajac swoja
czesc powierzchni mieszkalnej we wskazanej celi. (Zreszta -
kolchozników tak wlasnie bierze sie pod klucz; czy to warto jechac
noca i szukac jakiejs chaty po bezdrozach? Wzywa sie jednego z drugim do
rady gromadzkiej i tam go sie juz zabiera, jak swojego. Czarnoroboczych
wzywa sie do fabrycznego kantoru).

-------------------------------------------------------------------------
----------

Rzecz jasna, kazda maszyna ma swoja zdolnosc przepustowa, nie przelknie
wiecej, niz potrafi. W trakcie pekajacych w szwach od nadmiaru lat
1945-46, kiedy ciagnely jeden za drugim kolejowe eszelony het, z Europy,
i trzeba bylo je wszystkie naraz pochlonac i wyprawic do GULagu - nie
bylo juz miejsca na te luksusowa gre, sama teoria porzadnie wyleniala,
powylazily rytualne piórka i uwiezienie dziesiatków tysiecy
wygladalo jak mizerny apel: stoja sobie ichmoscie ze spisami, z jednego
pociagu wywoluja, pakuja do drugiego - i to wszystko.

W ciagu kilku dziesiecioleci aresztowania polityczne mialy u nas te
osobliwa ceche, ze podlegaly im osoby, które nie popelnily zadnej winy
- i wlasnie dlatego nie myslace o zadnym oporze. Wytworzylo sie
powszechne poczucie osaczenia, szerzylo sie przekonanie (w warunkach
systemu paszportów i meldunków - dosyc sluszne zreszta), ze przed
GPU-NKWD nie sposób uciec. I nawet kiedy epidemie aresztowan
dochodzily do zenitu, kiedy ludzie idac do pracy co dzien zegnali sie z
rodzina, bo nie byli nigdy pewni, czy wróca wieczorem - nawet wtedy
prawie nie próbowali uciekac (w rzadkich tylko wypadkach wybierali
samobójstwo). O to wlasnie chodzilo. Bezrogi baran wilkowi najmilszy.

Powodem tego bylo tez niezrozumienie mechanizmu epidemii. ORGANY nie
mialy zwykle scislejszych kryteriów wyboru - kogo aresztowac, kogo
oszczedzic; chodzilo tylko o wykonanie planu ilosciowego. Wykonac go
mozna bylo w zawczasu przewidzianym trybie, mozna tez bylo korzystac z
zupelnego przypadku. W 1937 roku do kancelarii NKWD w Nowoczerkasku
przyszla jakas kobieta z pytaniem, co zrobic z nienakarmionym
niemowleciem - dzieckiem jej aresztowanej sasiadki. "Poczekajcie tu,
obywatelko - powiedziano jej - zaraz wyjasnimy". Po dwóch godzinach
czekania zabrano ja z kancelarii do celi: trzeba bylo osiagnac
zaplanowana cyfre, nie starczalo juz agentów na rozjazdy po miescie, a
ta sie sama zglasza! I odwrotnie - po Andrzeja Pawlo, Lotysza
mieszkajacego pod Orsza, przyszlo NKWD: Pawlo nie otworzyl, wyskoczyl
przez okno, udalo mu sie uciec i pojechal prosto na Syberie. I chociaz
mieszkal tam pod wlasnym nazwiskiem, a z dokumentów wynikalo jasno, ze
meldowany jest w Orszy, jednak NIGDY nie siedzial, nigdy nie byl wzywany
przez Organy, nigdy nie padlo nan podejrzenie.

Istnieja przeciez trzy zakresy scigania: ogólnopanstwowy,
republikanski i okregowy. Prawie polowa aresztowanych w trakcie epidemii
nie doczekalaby sie rozeslania listów gonczych dalej niz do granic
okregu. Czlowiek, wlaczony do planu z przyczyn przypadkowych, np. w
wyniku sasiedzkiego donosu, latwo mógl byc zastapiony przez kogos
innego. Jak Andrzej Pawlo, tak samo inni, którzy przypadkiem natrafili
na oblawe, albo na kociol w czyims mieszkaniu, a mieli dosc odwagi by
zaraz uciec, jeszcze przed pierwszym przesluchaniem - nigdy nie byli
scigani, ani pociagani do odpowiedzialnosci, kto zas czekal
sprawiedliwosci, nie ruszajac sie z miejsca, ten dostawal wyrok. I
prawie wszyscy - przytlaczajaca wiekszosc - tak sie wlasnie zachowywali:
malodusznie, bezradnie, jak skazancy.

Z drugiej strony, jest prawda, ze NKWD pod nieobecnosc poszukiwanego
dawalo jego bliskim zakaz wyjazdu - nic nie kosztowalo, rzecz jasna,
zaliczyc sobie obecnych w zamian tego, co uciekl.

Powszechny brak winy rodzi powszechna biernosc. A moze cie wcale nie
wezma? Moze jakos cie to ominie? A.J. Ladyzynski byl wychowawca klasy w
szkole, w prowincjonalnym miasteczku Kologriw. W 1937 roku podszedl do
niego na rynku jakis chlop i przekazal mu czyjes slowa takiej tresci:
"Aleksandrze Iwanowiczu, wyjedz stad, jestes na liscie!". Ale Ladyzynski
zostal: przeciez cala szkola na mnie sie trzyma i i c h wlasne dzieci u
mnie sie ucza - przeciez nie moga mnie aresztowac?... (Po kilku dniach
juz byl za krata). Nie kazdemu jest dane, jak Wani Lewickiemu, rozumiec
juz w wieku lat 14, ze "kazdy uczciwy czlowiek powinien pójsc w koncu
do wiezienia. Teraz siedzi tatus, a jak dorosne, to mnie tez wsadza".
(Wsadzili go, gdy mial 23 lata). Wiekszosc gnusnieje, wpatrzona w
iskierke nadziei.

Skoro jestes niewinny - to za co moga cie w ogóle wsadzic? To BYLABY
OMYLKA! Juz cie wloka za kolnierz, a ty wciaz sam sie zaklinasz: "To
omylka! Na pewno sie zorientuja - i wypuszcza mnie!". Innych wsadzaja w
masie, to tez zdaje sie nie miec sensu, ale i tu u kazdego oddzielnie
jest miejsce na podejrzenia: "a moze tamten wlasnie trafil nie z
przypadku...?". Bo ty! - to juz bezwzglednie jestes bez winy! Wciaz
jeszcze uwazasz Organy za instytucje podporzadkowana ludzkiej logice:
jak sie zorientuja, to wypuszcza.

Po co wiec próbowac ucieczki?... Na co wiec opór?... Przeciez
pogorszysz tym tylko swoja sytuacje, sam im nie pozwolisz pojac ich
wlasnej omylki. Co tam opór! - nawet ze schodów zbiegasz na
paluszkach, bo tak ci kazano, zeby sasiedzi nie slyszeli.

Jak to potem w obozie czlowieka pieklo: a co, gdyby kazdy agent idac
noca lapac ludzi, nie byl pewien, czy wróci zywy i musial zawsze
zegnac sie z rodzina? Gdyby podczas masowych oblaw, na przyklad w
Leningradzie, kiedy za kraty szlo cwierc miasta, ludzie nie siedzieli po
swoich norach, mdlejac z leku przy kazdym trzasnieciu bramy, przy kazdym
kroku na schodach - gdyby zrozumieli, ze teraz nie maja juz nic wiecej
do stracenia i zabrali sie zwawo do urzadzania w sieniach swoich domów
zasadzek - z siekierami, mlotkami, pogrzebaczami, z czym popadlo?
Wiadomo przeciez, ze te nocne gacki nie przychodza w dobrych zamiarach -
wiec nie omyli sie czlowiek dajac w leb zbójowi. Albo taka s u k a z
samotnym szoferem, co juz czeka na ulicy - odstawic by ja jak najdalej
albo przebic gumy.

I wreszcie - czemu tu sie wlasciwie sprzeciwiac? Ze zabrano ci pasek?
Albo, ze kazano stanac w kacie? Albo - ze musisz wyjsc za próg swojego
domu? Aresztowanie sklada sie z drobnych wypadeczków, z rozlicznych
drobnostek - zadna z nich nie jest jakby warta sporu (a nadto mysli
aresztowanego kraza dookola wielkiego problemu: "za co?") - a dopiero
wszystkie te drobnostki razem skladaja sie nieublaganie na proces
aresztowania.

Zreszta - bo to malo sie dzieje w duszy swiezego aresztanta! - juz to
jedno warte jest calej ksiegi. Moga tam byc uczucia, których nigdy
bysmy sie nie domyslili. Kiedy w 1921 roku aresztowano 19-letnia Eugenie
Dojarenko i trzech mlodych czekistów grzebalo w jej poscieli i w
komodzie z bielizna, dziewczyna zachowywala sie spokojnie: nic tam nie
ma, niczego wiec nie znajda. I nagle wzieli w rece jej intymny
pamietnik, którego nawet matce nie moglaby pokazac - otóz czytanie
jej zwierzen przez obcych, wrogo nastawionych chlopaków bolesniej ja
zranilo niz cala Lubianka z jej kratami i lochami. I u wielu innych
ludzi te prywatne uczucia i sklonnosci, którym aresztowanie zadaje
cios, moga okazac sie silniejsze niz lek przed wiezieniem albo wzgledy
polityczne. Czlowiek, nieprzygotowany wewnetrznie na gwalt, zawsze jest
slabszy od gwalciciela.

Nieliczni tylko maja tyle rozumu i smialosci, aby zorientowac sie z
punktu. Dyrektor Instytutu Geologicznego Akademii Nauk, Grigoriew, gdy
przyszli po niego w 1948 roku, zabarykadowal sie i dwie godziny palil
papiery.

Czasami aresztowany czuje przede wszystkim ulge i nawet... RADOSC, ale
to zdarzalo sie glównie w okresie epidemii aresztowan: kiedy naokolo
zabieraja jednego po drugim, jednego po drugim, takich ja ty, a ciebie
omijaja, wciaz jakos zwlekaja, przeciez to wyczerpuje, to dreczy
czlowieka - i nie tylko watlego duchem - gorzej od wszelkiego wiezienia.

Organy rychlo nie doliczylyby sie kupy agentów i srodków transportu
- i wbrew najlepszym checiom Stalina, przekleta maszyna musialaby sie
zatrzymac! ZASLUZYLISMY sobie po prostu na wszystko, co pózniej
nastapilo.

Wasyli Wlasow, nieustraszony komunista, którego tu nieraz jeszcze
wymienimy, odmówil ucieczki, jaka mu proponowali jego bezpartyjni
pomocnicy, a zadreczal sie tym, ze wyaresztowano juz cale kierownictwo
Kadyjskiego powiatu (1937), on zas wciaz jeszcze byl wolny, wciaz wolny.
Mógl wytrzymac tylko cios frontalny - cios nastapil i Wlasow zaraz sie
uspokoil, a przez kilka pierwszych dni w wiezieniu czul sie doskonale.
Duchowny, ojciec Iraks Boczarow w 1934 roku wyjechal do Alma-Aty, zeby
tam niesc pocieche zeslanym wiernym. W tym czasie agenci trzykrotnie
nachodzili jego mieszkanie w Moskwie z nakazem aresztowania. Kiedy
wrócil, parafianki czekaly juz na dworcu z ostrzezeniem. Osiem lat
przerzucali go wierni z jednej kryjówki do drugiej. To koczowanie tak
zadreczylo popa, ze kiedy go nareszcie w 1942 roku aresztowano, zaczal z
radosci glosno chwalic Pana.

W tym rozdziale wciaz mówimy o podstawowej masie, o królikach, nie
wiadomo za co wsadzanych za kraty. Ale w tej ksiazce bedziemy musieli
jeszcze poruszyc sprawy tych, którzy takze w naszym ustroju mogli byc
uznani za politycznych. Wiera Rybakowa, studentka, socjaldemokratka,
marzyla na wolnosci o wiezieniu izolacyjnym w Suzdalu: jedynie tam mogla
liczyc na spotkanie ze starszymi towarzyszami (nikogo juz nie bylo na
swobodzie) i lepsze ugruntowanie swojego swiatopogladu. Es-erka
Katarzyna Olickaja w 1924 roku uwazala sie nawet za niegodna siedzenia w
wiezieniu: przeszli przez nie przeciez najlepsi ludzie Rosji, ona zas
byla jeszcze mloda i nic jeszcze dla Rosji nie zdazyla zrobic. Ale
wolnosc tez juz jej nie wabila. Tak tez obie one poszly do wiezienia - z
duma i radoscia.

"A gdzie opór? Czemuzescie sie nie opierali?" - robia teraz wyrzuty
ofiarom ci, których zostawiono w spokoju.
A tak, sprzeciw powinien byl zaczac sie do razu, od samego aresztowania.
Ale sie nie zaczal.

* * *

I oto - juz cie prowadza. Jesli to dzien, to nadchodzi teraz
nieuchronnie ta krótka, niepowtarzalna chwila, kiedy - bez ostentacji,
z twoja tchórzliwa zgoda, albo ostentacyjnie, z pistoletami w reku -
prowadza cie przez tlum, miedzy setkami takich samych niewinnych i
osaczonych. Ust nikt ci nie zamknal. I teraz powinienbys KRZYCZEC;
krzyczec, ze jestes aresztowany! Ze poprzebierane lotry wylapuja ludzi!
Ze lapia ich na podstawie klamliwych donosów! Ze trwa gluche polowanie
na miliony obywateli! I slyszac takie krzyki wiele razy dziennie i we
wszystkich dzielnicach miasta moze by twoi wspólobywatele nastawili
uszu? Moze aresztowanie przestaloby byc taka latwa robota?

W 1927 roku, kiedy potulnosc jeszcze nie tak bardzo rozmiekczyla nasze
mózgi, na placu Sierpuchowskim, w bialy dzien, dwóch czekistów
próbowalo zaaresztowac kobiete. Kobieta uczepila sie slupa latarni,
zaczela krzyczec, nie chciala ustapic. Zebral sie tlum. (Trzeba bylo
takiej kobiety, ale tez trzeba bylo takiego tlumu! Nie wszyscy
przechodnie odwracali oczy, nie wszyscy woleli przemknac sie cichcem!).
Dziarscy chlopcy od razu stracili rezon. Bo nie potrafia pracowac przy
ludziach. Wsiedli do auta i ulotnili sie. (A kobieta powinna byla od
razu wsiasc do pociagu i wyjechac! Ale wolala przenocowac w domu. Wiec w
nocy odwieziono ja na Lubianke).

Ale z twojego zaschnietego gardla nie wyrywa sie zaden krzyk, a
przechodzacy obok tlum bierze i ciebie, i twoich oprawców za grupe
przyjaciól na przechadzce.
Ja sam nieraz mialem okazje do krzyku.

Jedenastego dnia po aresztowaniu trzej agenci SMIERSZ-a, zajeci trzema
walizami trofeów bardziej niz mna (po dlugiej podrózy juz na mnie
polegali), przywiezli mnie do Moskwy, na Dworzec Bialoruski. Nazywalo
sie toto speckonwój, ale w istocie automaty przeszkadzaly im tylko w
dzwiganiu bardzo ciezkich kufrów: byl to lup nagrabiony w Niemczech
przez nich samych i przez ich naczelników z kontrwywiadu SMIERSZ II
Frontu Bialoruskiego. Konwojowanie mojej osoby dalo im pretekst do
przekazania lupów rodzinom w glebi ojczystego kraju. Czwarta walizke
dzwigalem sam bez zadnej ochoty: byly w niej moje dzienniki i utwory:
dowody rzeczowe w mojej sprawie. Nikt z tej trojki nie znal miasta, moim
zadaniem wiec byl wybór najkrótszej drogi do wiezienia. Ja sam
mialem zaprowadzic ich na Lubianke, gdzie dotad nigdy nie byli (mylilem
ja zreszta z ministerstwem spraw zagranicznych).

Po dobie spedzonej w kontrwywiadzie mojej armii; po trzech dobach w
kontrwywiadzie frontu, gdzie wspólwiezniowie juz mnie oswiecili (co do
oszustw i pulapek sledztwa, grózb, bicia, co do tego, ze kogo zamkna,
tego juz nigdy nie wypuszcza; co do nieuchronnego przydzialu dychy)
cudem wyrwalem sie na swiat bozy i oto juz cztery dni rozjezdzam jak
wolny i otoczony wolnymi, chociaz grzbiet mój lezal juz na zgnilej
slomie obok kubla, chociaz oczy moje widzialy juz sponiewieranych i
pozbawionych snu, uszy slyszaly juz slowa prawdy, usta kosztowaly juz
wieziennej bryji. Czemu wiec milcze? Czemu nie powiem wszystkiego
oszukanym ludziom w ostatniej mojej chwili, gdy jeszcze moge otwarcie z
nimi gadac?

Milczalem w polskim miescie Brodnicy - ale tam moze nikt nie rozumie po
rosyjsku? Nie krzyczalem ani razu na ulicach Bialegostoku - ale moze to
wszystko Polaków nie obchodzi? Ani slowa nie wymówilem na stacji
Wolkowysk - ale ludzi tam bylo przymalo. Jak gdyby nigdy nic
maszerowalem z tymi rozbójnikami po peronach Minska - ale dworzec tam
byl jeszcze rozbity. A teraz prowadze za soba agentów SMIERSZ-a do
krytego biala kopula, górnego, okraglego westybulu stacji
Bialoruska-Srednicowa moskiewskiego metra; stacja zalana jest
elektrycznym blaskiem i z dolu w góre plyna ku nam dwoma
równoleglymi ciagami ruchomych schodów dwa geste rzedy mieszkanców
Moskwy. Wydaje sie, ze wszyscy oni patrza na mnie! Nieskonczonym
lancuchem stamtad, z glebin nieswiadomosci pna sie, pna sie az pod
lsniaca kopule, tu, do mnie, po jedno chociaz slowo prawdy, czemuz to
wiec milcze??!...

A kazdy ma zawsze dobry tuzin gladkich powodów, zeby sie nie poswiecac
i uwazac, ze to sluszne.

Ludzie maja jeszcze nadzieje, ze wszystko jakos sie ulozy i boja sie
swoim krzykiem pogorszyc sprawe (przeciez z tamtego, innego swiata nie
dochodza do nas wiesci, nie wiemy wiec, ze od chwili aresztowania nasz
los jest przesadzony w najgorszy z mozliwych sposobów i ze pogorszyc
go prawie nie mozna). Inni jeszcze nie dojrzeli do tych pojec, które
ukladaja sie w krzyk wsród tlumu. Przeciez tylko rewolucjonista ma
swoje hasla zawsze na wargach, same rwa mu sie z ust, a skad ma je wziac
potulny, trzymajacy sie na uboczu zjadacz chleba? On NIE WIE PO PROSTU,
co ma krzyczec. Jest wreszcie rodzaj ludzi, których piers zbyt jest
pelna, których oczy zbyt wiele widzialy, aby mozna bylo dac upust temu
jezioru w kilku bezladnych okrzykach.

A ja - ja milcze z jeszcze jednego powodu: bo tych ludzi wjezdzajacych
po stopniach dwóch wyciagów wciaz mi jeszcze za malo - za malo! Tu
mój lament uslysza dwie setki, dwa razy po dwie setki ludzi - a co z
dwiema setkami milionów?... Roi mi sie mgliscie, ze kiedys jeszcze cos
krzykne tym calym dwustu milionom...

A tymczasem wyciag nieublaganie niesie mnie w dól, do piekiel, mnie,
czlowieka który nie otworzyl ust.
Milcze jeszcze, gdy idziemy przez Ochotny Riad.
Ani krzykne kolo "Metropolu".
Nie poderwe rak na Golgocie placu Lubianskiego...

* * *

III Sledztwo

Gdyby czechowowskim inteligentom, wciaz zastanawiajacym sie, co bedzie
za dwadziescia-trzydziesci-czterdziesci lat, ktos odpowiedzial, ze za
lat czterdziesci beda w Rosji tortury przy sledztwie, ze beda
czlowiekowi sciskac glowe obrecza, zanurzac go w wannie z kwasem, ze
beda go - nagiego i skutego - wystawiac na ukaszenia mrówek i
pluskiew, ze mu beda wpychac rozzarzony na prymusie wycior w odbytnice
("tajemne pietno"), powoli rozgniatac butem genitalia, a juz co najmniej
- meczyc calotygodniowa bezsennoscia, pragnieniem i biciem na krwawy
befsztyk - ani jedna sztuka Czechowa nie doszlaby do finalu, wszyscy
bohaterowie znalezliby sie wczesniej w domu wariatów.

Ale co tam bohaterowie Czechowa! Jak i w ogóle normalny Rosjanin, w
tej liczbie równiez kazdy czlonek RSDRP móglby w to uwierzyc, kto
potrafilby pogodzic sie z takim oczernianiem swietlanej przyszlosci? To,
co jeszcze za Aleksego Michajlowicza wydawalo sie na miejscu, co za
Piotra juz uchodzilo za barbarzynstwo, co za czasów Birona moglo byc
zastosowane do 10-20 ludzi, co stalo sie juz zupelnie niemozliwe od
czasów Katarzyny - otóz to wlasnie w zenicie wspanialego
dwudziestego wieku, w spoleczenstwie opartym na socjalistycznych
zalozeniach, w okresie, gdy lataly juz samoloty, pojawilo sie radio i
film dzwiekowy - popelnione zostalo nie przez jednego niegodziwca, nie w
jednym jakims zakamarku, ale przez dziesiatki tysiecy specjalnie
wyksztalconych ludzkich bestii, pastwiacych sie nad milionami
bezbronnych ofiar. I czy straszny jest tylko ten wybuch atawizmu,
nazywany dzis wykretnie "kultem jednostki"? Czy moze raczej to jest
straszne, ze tym samym czasie obchodzono u nas uroczyscie stulecie
smierci Puszkina? Ze bezwstydnie wystawiano wlasnie sztuki Czechowa?
chociaz odpowiedz na nie juz byla dana? A moze jeszcze straszniejsze
jest to, ze nawet po trzydziestu latach powiada sie nam: nie trzeba tym
mówic! Kto wspomina o cierpieniach milionów, ten wypacza perspektywe
historyczna! Kto usiluje wniknac w istote naszego porzadku moralnego ten
rzuca cien na postep materialny! Przypomnijcie sobie lepiej puszczone w
ruch wielkie piece i walcownie, przebite kanaly... nie, kanaly lepiej
nie... no to kopalnie zlota na Kolymie, nie, o tym tez lepiej nie...
Zreszta, mozna o wszystkim, byle umiejetnie, chwalac, co nalezy...


Zródlo: Gazeta Wyborcza
http://wyborcza.pl/1,75475,5554956,Archipelag_Gulag.html?skad=rss

--
=======
Jdr
................
http://homepage.ntlworld.com/josephd.ross/index.html




------=_NextPart_000_026F_01C8F7B7.1BA7B270
Content-Type: text/html;
charset="iso-8859-1"
Content-Transfer-Encoding: quoted-printable

<!DOCTYPE HTML PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.0 Transitional//EN">
<HTML><HEAD>
<META http-equiv=Content-Type content="text/html;
charset=iso-8859-1">
<META content="MSHTML 6.00.6001.18063" name=GENERATOR>
<STYLE></STYLE>
</HEAD>
<BODY>
<DIV>
<DIV>
<DIV><SPAN class=txt_srodtytul>
<H1><FONT face=Arial size=2>
<DIV>
<DIV><SPAN class=txt_srodtytul>
<H1><FONT face=Arial color=#ff0000 size=5>Archipelag
Gu&#322;ag</FONT></H1>
<H5 class=author><FONT face=Arial color=#0000ff
size=4>Aleksander
So&#322;&#380;enicyn</FONT></H5>
<H6 class=date><FONT face=Arial size=2>2008-08-05, ostatnia
aktualizacja
2008-08-05 00:33 </FONT></SPAN></H6></DIV>
<DIV><FONT face=Arial><FONT size=2><SPAN
class=txt_srodtytul><U><FONT
color=#ff0000 size=5>I&nbsp;&nbsp;
Aresztowanie</FONT></U></SPAN><BR><BR>Jak
trafia cz&#322;owiek na ten tajemniczy Archipelag? O ka&#380;dej porze
dnia lec&#261; tam
samoloty,</FONT></FONT></DIV>
<DIV><FONT face=Arial><FONT size=2>&nbsp;p&#322;yn&#261;
okr&#281;ty, turkocz&#261; poci&#261;gi - ale
&#380;aden napis na nich nie wskazuje, dok&#261;d jad&#261;. A kasjerzy
</FONT></FONT></DIV>
<DIV><FONT face=Arial><FONT size=2>na dworcach i pracownicy agencji
Sowturist i
Inturist b&#281;d&#261; zdumieni, je&#380;eli poprosicie ich
</FONT></FONT></DIV>
<DIV><FONT face=Arial><FONT size=2>o odpowiedni bilecik. Ani
Archipelagu w
ogólno&#347;ci, ani &#380;adnej z jego niezliczonych wysepek
</FONT></FONT></DIV>
<DIV><FONT face=Arial><FONT size=2>ci ludzie nie znaj&#261;, nie
s&#322;yszeli o
niczym.<BR></DIV></FONT></FONT>
<DIV><FONT face=Arial size=2>Ci, którzy jad&#261; na Archipelag,
&#380;eby nim rz&#261;dzi&#263; -
trafiaj&#261; tam poprzez uczelnie Ministerstwa Spraw
Wewn&#281;trznych.<BR>Ci, którzy
jad&#261;, &#380;eby Archipelagu pilnowa&#263; - trafiaj&#261; tam z
poboru, przez komendy
uzupe&#322;nie&#324;.<BR>Ci za&#347;, którzy jad&#261; tam
umiera&#263;, tak jak my, czytelniku, ci
trafiaj&#261; tam wy&#322;&#261;cznie i koniecznie - poprzez
aresztowanie!! Czy warto mówi&#263;, &#380;e
to chwila, co &#322;amie ca&#322;e twoje &#380;ycie? Ze to piorun, co z
nóg wali? Ze to wstrz&#261;s
duchowy nie do poj&#281;cia, z którym nie ka&#380;dy mo&#380;e
si&#281; oswoi&#263; i cz&#281;sto nabawia si&#281;
pomieszania zmys&#322;ów?<BR><BR>Wszech&#347;wiat ma
w&#322;a&#347;nie
tyle punktów centralnych, ile
w nim &#380;ywych istot. Ka&#380;dy z nas - jest osi&#261; &#347;wiata i
&#347;wiat rozpada si&#281; na
kawa&#322;ki, gdy cz&#322;owiek s&#322;yszy sykni&#281;cie:
"Jeste&#347;cie aresztowani!".<BR><BR>Skoro c
i e b i e ju&#380; aresztowano - to czy w ogóle c o &#347; si&#281;
uchowa&#322;o w tym trz&#281;sieniu
ziemi?<BR><BR>Ale - nie potrafi&#261;c za&#263;mionym nagle
umys&#322;em
poj&#261;&#263; rozmiarów tego
przewrotu, zarówno najprzemy&#347;lniejsi, jak najbardziej
prostoduszni z was, nie
umiej&#261; w tej chwili wycisn&#261;&#263; z ca&#322;ego zapasu swoich
do&#347;wiadcze&#324; nic wi&#281;cej, jak
te oto s&#322;owa:<BR><BR>Ja?! Za co?!<BR><BR>Pytanie to
miliony i
miliony razy ju&#380;
by&#322;o zadawane i nigdy nie doczeka&#322;o si&#281;
odpowiedzi.<BR><BR>Aresztowanie - to
nag&#322;y i ra&#380;&#261;cy przerzut, przewarstwienie, przeskok, z
jednego &#380;ycia do ca&#322;kiem
innego.<BR><BR>Po d&#322;ugiej, kr&#281;tej ulicy naszego
&#380;ycia
p&#281;dzili&#347;my szcz&#281;&#347;liwie,
albo brn&#281;li&#347;my smutno wzd&#322;u&#380; jakich&#347;
p&#322;otów, p&#322;otów, p&#322;otów ze
zgni&#322;ych desek,
suchej gliny, wzd&#322;u&#380; murów z cegie&#322;, betonu,
&#380;elaza. Nie zastanawiali&#347;my si&#281; -
co kryje si&#281; za nimi? Ani okiem, ani domys&#322;em nie
starali&#347;my si&#281; ich przenikn&#261;&#263;
- a tam w&#322;a&#347;nie zaczyna&#322; si&#281; kraj GU&#321;ag,
r&#281;k&#261; dotkn&#261;&#263;, dwa metry st&#261;d. A ponadto
nie dostrzegali&#347;my w tych p&#322;otach niezliczonej ilo&#347;ci
szczelnie dopasowanych,
dobrze zamaskowanych drzwiczek, furtek. Wszystkie, wszystkie te furtki
czeka&#322;y
na nas! - i oto szybko otworzy&#322;a si&#281; jedna z nich, ta fatalna,
i cztery bia&#322;e,
m&#281;skie d&#322;onie, nie zgrubia&#322;e od pracy, ale chwytliwe,
&#322;api&#261; nas za nog&#281;, za
r&#281;k&#281;, za ko&#322;nierz, za czapk&#281;, za ucho -
wci&#261;gaj&#261; jak t&#322;umok, a furtka za naszymi
plecami, furtka do dawnego &#380;ycia, zatrzaskuje si&#281; na
zawsze.<BR><BR>To wszystko.
Jeste&#347; aresztowany!<BR><BR>I niczego innego nie umiesz
wymy&#347;li&#263; w odpowiedzi
prócz jagni&#281;cego bekni&#281;cia:<BR><BR>- Jaa?? Za
co??<BR><BR>Oto czym jest
aresztowanie: to blask o&#347;lepiaj&#261;cy i cios, które
sprawiaj&#261;, &#380;e tera&#378;niejszo&#347;&#263;
nagle staje si&#281; przesz&#322;o&#347;ci&#261;, za&#347; to, co
niemo&#380;liwe, zaczyna by&#263; pe&#322;noprawn&#261;
codzienno&#347;ci&#261;.<BR><BR>I to wszystko. I niczego
wi&#281;cej nie
jeste&#347; w stanie poj&#261;&#263;
- ani w ci&#261;gu pierwszej godziny, ani nawet w trakcie ca&#322;ej
pierwszej
doby.<BR><BR>Jeszcze tylko b&#322;y&#347;nie ci w twojej desperacji
cyrkowy, papierowy
ksi&#281;&#380;yc: "To pomy&#322;ka! Zaraz si&#281;
po&#322;api&#261;!".<BR><BR>Ca&#322;a za&#347; reszta,
która
sk&#322;ada
si&#281; teraz na tradycyjny i literacki poniek&#261;d obraz
aresztowania, zgromadzi si&#281; i
u&#322;o&#380;y ju&#380; nie w twojej zm&#261;conej pami&#281;ci,
tylko
w pami&#281;ci twojej rodziny i
s&#261;siadów.<BR><BR>To - ostry nocny dzwonek albo szorstkie
pukanie
do drzwi. To -
dziarskie postukiwanie niewycieranych butów czujnych agentów
operacyjnych. To -
przestraszony &#347;wiadek za ich plecami. (A po co ten &#347;wiadek? -
ofiary ani o tym
pomy&#347;l&#261;, agenci ju&#380; nie pami&#281;taj&#261;, ale
przewidziane to jest w instrukcji, wi&#281;c
musi facet ca&#322;&#261; noc przesiedzie&#263;, a rano da&#263; podpis.
Dla wyrwanego z po&#347;cieli
&#347;wiadka to te&#380; m&#281;ka: noc po nocy chodzi&#263; i
pomaga&#263; w areszcie swoich s&#261;siadów i
znajomych).<BR><BR></FONT></DIV><PODZIAL_STRONY />
<DIV id=artykul><FONT face=Arial size=2>Tradycyjne aresztowanie -
to jeszcze
zbieranie dr&#380;&#261;cymi r&#281;koma rzeczy dla porywanego: zmiana
bielizny, kawa&#322;ek myd&#322;a,
co&#347; do jedzenia i nikt jeszcze nic nie wie: co potrzeba, co wolno,
jaka odzie&#380;
najlepsza, agenci za&#347; poganiaj&#261; i przeszkadzaj&#261;: "Niczego
nie trzeba. Tam go
nakarmi&#261;. Tam ciep&#322;o". (Wszystko &#322;garstwo. A
poganiaj&#261; - na
postrach).<BR><BR>Tradycyjne aresztowanie - to jeszcze
pó&#378;niej,
ju&#380; po zabraniu
nieboraka, wielogodzinne gospodarowanie w mieszkaniu szorstkiej, obcej,
przemo&#380;nej si&#322;y. To - wy&#322;amywanie, patroszenie,
&#347;ci&#261;ganie i zrywanie ze &#347;cian,
wyrzucanie na pod&#322;og&#281; z szaf i szuflad, wytrz&#261;sanie,
rozsypywanie, rwanie - i
góry rzeczy nagracone na ziemi, i chrz&#281;st pod podeszwami. I nic
&#347;wi&#281;tego podczas
rewizji! Przy aresztowaniu maszynisty kolejowego Inoszyna sta&#322;a w
pokoju
trumienka z jego dopiero co zmar&#322;ym dzieckiem. Stró&#380;e prawa
wyrzucili dziecko z
trumny, tam te&#380; szukali. Wyrzucaj&#261; te&#380; chorych z
po&#347;cieli, zdejmuj&#261;
banda&#380;e.<BR><BR>I nic w trakcie rewizji nie mo&#380;e
by&#263;
uznane za drobiazg! U
historyka-amatora Czetwieruchina zabrano "tyle a tyle arkuszy carskich
dekretów"
- a mianowicie dekret o zako&#324;czeniu wojny z Napoleonem, o zawarciu
&#346;wi&#281;tego
Przymierza i tekst litanii przeciw cholerze z 1830 roku. U naszego
najlepszego
znawcy Tybetu, Wostrikowa, skonfiskowano bezcenne, staro&#380;ytne
r&#281;kopisy
tybeta&#324;skie (uczniowie zmar&#322;ego zdo&#322;ali wydosta&#263; je
z czelu&#347;ci KGB dopiero po 30
latach!). Przy areszcie orientalisty Newskiego zabrano manuskrypty
tanguckie (a
po 25 latach za ich odcyfrowanie Newski otrzyma&#322; nagrod&#281;
leninowsk&#261;
po&#347;miertnie). Z Kargera zaharapczono archiwum jenisejskich
Ostiaków, zakazano
stosowania u&#322;o&#380;onego przeze&#324; alfabetu i elementarza - i
tak ju&#380; musia&#322; si&#281; ca&#322;y
ludek obej&#347;&#263; bez pi&#347;miennictwa.<BR><BR>W
j&#281;zyku
inteligentów wszystko to
wymaga&#322;oby d&#322;ugich jeszcze opisów, a nasz lud tak powiada o
rewizji: tego
szukaj&#261;, co nie schowane.<BR><BR>Skonfiskowane rzeczy
wywo&#380;&#261;, a czasem ka&#380;&#261;
nie&#347;&#263; aresztowanemu - i Nina Aleksandrowna Palczy&#324;ska
musia&#322;a nie&#347;&#263; na plecach
wór z papierami i listami swego niestrudzonego m&#281;&#380;a -
nie&#380;yj&#261;cego ju&#380; wielkiego
in&#380;yniera i Rosjanina - IM w paszcz&#281;, na zawsze,
niepowrotnie.<BR><BR>A dla
tych, co zostaj&#261; w domu - d&#322;uga kolej porujnowanych,
spustoszonych dni. I próby
przekazywania paczek. Ale ze wszystkich okienek tylko poszczekiwania:
"Nie ma w
rejestracji", "nie ma tu takiego!". A jeszcze zanim podejdzie do
okienka, trzeba
- jak to by&#322;o w Leningradzie, w z&#322;&#261; godzin&#281;, przez
pi&#281;&#263; dni i nocy t&#322;oczy&#263; si&#281; w
kolejce. I dopiero mo&#380;e za pó&#322; roku czy za rok, sam
aresztant si&#281; odezwie - albo
te&#380; ci powiedz&#261;: "Bez prawa korespondencji" - a to
ju&#380;
prawie na pewno znaczy,
&#380;e rozstrzelany.<BR><BR>Jednym s&#322;owem -
"&#380;yjemy w
przekl&#281;tych warunkach, w
których cz&#322;owiek mo&#380;e zgin&#261;&#263; bez
wie&#347;ci i
najbli&#380;si mu ludzie, &#380;ona i matka...
ca&#322;e lata nie wiedz&#261;, co si&#281; z nim sta&#322;o". Prawda
to? A mo&#380;e nie? Napisa&#322; to za&#347;
Lenin w 1910 roku, w nekrologu Babuszkina. Tylko trzeba powiedzie&#263;
jasno:
Babuszkin wióz&#322; transport broni dla celów powstania, za to
te&#380; zosta&#322;
rozstrzelany. Wiedzia&#322;, co ryzykuje. Nie da si&#281; tego
powiedzie&#263; o nas,
nieszcz&#281;snych królikach.<BR><BR>Tak wyobra&#380;amy sobie
zwykle
aresztowanie.<BR><BR>I rzeczywi&#347;cie, nocne aresztowania opisanego
tu typu
przeprowadza si&#281; u nas najch&#281;tniej, bo maj&#261; one
wa&#380;ne zalety. Wszyscy obecni w
mieszkaniu obezw&#322;adnieni s&#261; przez strach ju&#380; od
pierwszego dzwonka. Przysz&#322;y
aresztant wyrwany jest z ciep&#322;ej po&#347;cieli, ca&#322;y jest
jeszcze w mocy pó&#322;sennego
bezw&#322;adu, rozs&#261;dek jego jest przy&#263;miony. Przy nocnym
areszcie agenci maj&#261;
przewag&#281; liczebn&#261;: przyje&#380;d&#380;a ich kilku, s&#261;
uzbrojeni, a maj&#261; przeciw sobie
pojedynczego cz&#322;owieka w niedopi&#281;tych portkach; podczas
rewizji i przygotowa&#324; do
drogi na pewno nie zbierze si&#281; pod bram&#261; t&#322;um
ewentualnych stronników ofiary.
Niespieszna stopniowo&#347;&#263; tych wizyt - naprzód w jednym
mieszkaniu, potem w
drugim, jutro w trzecim i czwartym - daje mo&#380;liwo&#347;&#263;
racjonalnego wykorzystania
kadry operacyjnej i umieszczenia pod kluczem liczby obywateli
wielokrotnie
wi&#281;kszej od ca&#322;ej tej kadry razem
wzi&#281;tej.<BR><BR>Jeszcze
t&#281; zalet&#281; maj&#261; nocne
areszty, &#380;e ani s&#261;siednie domy, ani miejskie ulice nie
widz&#261; ilu w ci&#261;gu nocy
wywieziono. Najbli&#380;szych s&#261;siadów postraszono, a dla
dalszych rzecz nie mia&#322;a
miejsca. Jak gdyby nigdy nic. T&#261; sam&#261; asfaltow&#261;
tras&#261;, któr&#261; noc&#261; &#347;miga&#322;y
karetki wi&#281;zienne, s u k i, - za dnia kroczy m&#322;ode pokolenie
ze sztandarami i
kwiatami, &#347;piewaj&#261;c pe&#322;ne pogody
pie&#347;ni.<BR><BR>Ale
ci, co &#322;api&#261;, ci których
ca&#322;a praca polega tylko na przeprowadzeniu aresztów, dla
których objawy strachu
u aresztowanych s&#261; czym&#347; nudnym i dokuczliwym - maj&#261; o
wiele szersze poj&#281;cie o
ca&#322;ej operacji. Maj&#261; ca&#322;&#261; swoj&#261;
teori&#281;,
nie trzeba naiwnie s&#261;dzi&#263;, &#380;e jej nie
ma. Aresztowanie - to wa&#380;ny rozdzia&#322; w kursie wiedzy
wi&#281;ziennej i ma za podstaw&#281;
pewn&#261; solidn&#261; doktryn&#281; spo&#322;eczn&#261;. Istnieje
klasyfikacja zatrzyma&#324; wed&#322;ug
rozmaitych cech: s&#261; nocne i dzienne, s&#261; domowe,
s&#322;u&#380;bowe i drogowe, s&#261;
pierwiastkowe i powtórne, s&#261; indywidualne i grupowe. Aresztowania
ró&#380;ni&#261; si&#281; od
siebie w zale&#380;no&#347;ci od stopnia po&#380;&#261;danego
zaskoczenia, od stopnia oczekiwanego
oporu (ale w dziesi&#261;tkach milionów wypadków &#380;aden
opór
nie by&#322; oczekiwany, ani
go te&#380; nie by&#322;o). Aresztowania ró&#380;ni&#261;
si&#281;
zale&#380;nie od wa&#380;no&#347;ci zaplanowanej
rewizji; zale&#380;nie od konieczno&#347;ci (czy jej braku) spisywania
skonfiskowanych
przedmiotów, opiecz&#281;towania izby lub ca&#322;ego mieszkania;
zale&#380;nie od potrzeby
uwi&#281;zienia równie&#380; &#380;ony w &#347;lad za
m&#281;&#380;em
i oddania dzieci do sieroci&#324;ca, b&#261;d&#378;
zes&#322;ania ca&#322;ej reszty najbli&#380;szej rodziny, albo wreszcie
- wtr&#261;cenia do obozu
tak&#380;e dziadków.<BR><BR>A jeszcze istnieje osobna REWIZJOLOGIA
(uda&#322;o mi si&#281;
przeczyta&#263; broszur&#281; dla adeptów Studium zaocznego z
A&#322;ma-Aty). Bardzo tam chwal&#261;
tych prawników, którzy przy rewizji nie lenili si&#281; i
przetrz&#261;sn&#281;li 2 tony
nawozu, 6 metrów polan, dwa wozy siana, oczy&#347;cili ze &#347;niegu
ca&#322;&#261; dzia&#322;k&#281;
przyzagrodow&#261;, rozebrali kaflowy piec, rozgrzebali gnojówk&#281;,
skontrolowali miski
klozetowe, spenetrowali psie budy, kurniki, domki dla szpaków,
poprzek&#322;uwali
materace, zrywali plastry z ran, a nawet wyrywali metalowe z&#281;by,
&#380;eby znale&#378;&#263; w
nich mikrodokumenty. Studentom radzi si&#281; gor&#261;co, aby zaczynali
od rewizji
osobistej i ni&#261; te&#380; spraw&#281; ko&#324;czyli (bo a nu&#380;
rewidowany co&#347; capn&#261;&#322; w trakcie) i
&#380;eby jeszcze raz odwiedzili to samo mieszkanie, ale o innej porze -
i powtórzyli
rewizj&#281;.<BR><BR>O, nie, nie, aresztowania s&#261; bardzo
ró&#380;norodne w formie. Irma
Mendel, W&#281;gierka, dosta&#322;a którego&#347; dnia w biurze
Kominternu (1926) dwa bilety do
Teatru Wielkiego, do pierwszych rz&#281;dów. &#346;ledczy Klegel
zaleca&#322; si&#281; do niej, wi&#281;c
go zaprosi&#322;a. Ca&#322;e przedstawienie min&#281;&#322;o im na
czu&#322;ych spojrzeniach, po czym
Klegel zawióz&#322; Irm&#281;... prosto na &#321;ubiank&#281;. A
je&#347;li chcecie wiedzie&#263; dlaczego
pewnego promiennego, czerwcowego dnia w 1927 roku na Ku&#378;nieckim
Mo&#347;cie
kr&#261;g&#322;olicej, rudow&#322;osej i pi&#281;knej Annie
Skrypnikowej, która dopiero co kupi&#322;a
sobie materia&#322; na granatow&#261; sukni&#281;, jaki&#347;
m&#322;ody
frant grzecznie pomóg&#322; wsi&#261;&#347;&#263; do
doro&#380;ki (a doro&#380;karz ju&#380; si&#281; po&#322;apa&#322;
i
ca&#322;y si&#281; chmurzy: Organy nie zap&#322;ac&#261; mu
za kurs) - to musicie zrozumie&#263;, &#380;e nie chodzi o randk&#281;,
&#380;e to te&#380; jest
aresztowanie: za chwil&#281; skr&#281;c&#261; na &#321;ubiank&#281; i
wjad&#261; w czarn&#261; czelu&#347;&#263;
bramy.<BR><BR>Je&#347;li za&#347; (22 wiosny pó&#378;niej)
komandor-podporucznik Borys
Burkowski, w bia&#322;ym frenczu marynarskim pachn&#261;cy drog&#261;
wod&#261; kolo&#324;sk&#261; b&#281;dzie
kupowa&#322; w cukierni tort dla pewnej panienki - to nie
s&#261;d&#378;cie, &#380;e tort trafi do
r&#261;k tej panny, bo w istocie zaraz zostanie posiekany no&#380;ami
przy rewizji i w tym
stanie wniesiony przez komandora do jego pierwszej celi.<BR><BR>Nie,
nigdy nie
by&#322; u nas w pogardzie &#380;aden sposób zatrzymania, ani w
bia&#322;y dzie&#324;, ani w
podró&#380;y, ani w&#347;ród t&#322;umu. Idzie to
g&#322;adko i - tu
w&#322;a&#347;nie trzeba si&#281; dziwi&#263;! -
same ofiary w &#347;wi&#281;tej zgodzie z agentami zachowuj&#261;
si&#281; jak najtaktowniej, tak
&#380;eby pozostali przy &#380;yciu nie zwrócili nawet uwagi na
zag&#322;ad&#281;
upatrzonego.<BR><BR>Nie ka&#380;dego mo&#380;na aresztowa&#263; w
domu,
po sakramentalnym
zapukaniu do drzwi (a je&#347;li ju&#380; kto puka, to z
"administracji", "listonosz"),
nie ka&#380;dego mo&#380;na aresztowa&#263; w miejscu pracy. Je&#347;li
przysz&#322;y aresztant jest
cz&#322;owiekiem przebieg&#322;ym, to lepiej wzi&#261;&#263; go w
oderwaniu od jego zwyk&#322;ego
otoczenia - rodziny, kolegów, stronników, z dala od mo&#380;liwych
schowków: nie
powinien zd&#261;&#380;y&#263; niczego zniszczy&#263;, ukry&#263;,
przekaza&#263;.<BR><BR>Ludziom ze szczytów
wojskowych czy partyjnych czasem dawano jakie&#347; nowe stanowisko,
podstawiano
salonk&#281; na dworzec, i aresztowano w drodze. Zwyk&#322;y za&#347;,
szary &#347;miertelnik,
og&#322;uszony masowymi aresztami i ju&#380; od tygodnia zgn&#281;biony
z&#322;owró&#380;bnymi
spojrzeniami zwierzchników - wzywany bywa&#322; naraz do miejscowej
organizacji
zwi&#261;zkowej, gdzie mu z ciep&#322;ym u&#347;miechem wr&#281;czano
skierowanie do sanatorium w
Soczi. Królik wpada&#322; w rozczulenie - obawy okaza&#322;y si&#281;
bezpodstawne! Wyra&#380;a wi&#281;c
wdzi&#281;czno&#347;&#263;, w tryumfie wraca do domu, &#380;eby
spakowa&#263; walizk&#281;. Do poci&#261;gu
wszystkiego dwie godziny, &#322;aje wi&#281;c &#380;on&#281; za
opiesza&#322;o&#347;&#263;. Jest nareszcie na
dworcu! Ma jeszcze troch&#281; czasu. W poczekalni albo przy kiosku z
piwem, k&#322;ania
mu si&#281; jaki&#347; przemi&#322;y, m&#322;ody cz&#322;owiek:
"Nie
poznajecie mnie. Piotrze Iwanyczu?".
Piotr Iwanycz ma chwil&#281; wahania: "Chyba nie... Chocia&#380;...".
M&#322;odzian tryska
bratersk&#261; sympati&#261;: "Ale&#380;, jak to, jak to, ja wam
przypomn&#281;..." i z szacunkiem
k&#322;ania si&#281; &#380;onie Piotra Iwanycza: "Prosz&#281;
wybaczy&#263;, my z ma&#322;&#380;onkiem tylko na
minutk&#281;...". &#379;ona nie ma nic przeciwko temu, nieznajomy
za&#347; trzymaj&#261;c Piotra
Iwanycza konfidencjalnie za &#322;okie&#263;, uprowadza go - na zawsze,
albo na dziesi&#281;&#263;
lat.<BR><BR>A dworzec wiruje dooko&#322;a i niczego nie widzi...
Obywatele podró&#380;ni!
Nie zapominajcie, &#380;e na ka&#380;dym wi&#281;kszym dworcu jest
posterunek GPU i kilka
wi&#281;ziennych cel.<BR><BR>Natarczywo&#347;&#263; tych rzekomych
znajomków jest tak zaczepna,
&#380;e cz&#322;owiek pozbawiony obozowej, wilczej wprawy jako&#347; nie
potrafi si&#281; op&#281;dzi&#263;.
Nie my&#347;l, &#380;e b&#281;d&#261;c nawet pracownikiem
ameryka&#324;skiej ambasady, nazwiskiem, dajmy
na to Aleksander Do&#322;gan, nie zostaniesz aresztowany w bia&#322;y
dzie&#324;, na ulicy
Gorkiego, obok centralnego telegrafu. Nieznajomy twój przyjaciel rzuci
si&#281; w
twoj&#261; stron&#281;, przepychaj&#261;c si&#281; przez t&#322;um,
szeroko otwieraj&#261;c zaborcze ramiona:
„Sasza! - krzyknie z niczym si&#281; nie kryj&#261;c - stary byku!
Ile&#380; to lat, ile
zim!... A chod&#378;my&#380; na bok, &#380;eby ludziom nie
w&#322;azi&#263; w parad&#281;". A na boku, przy
samym chodniku, ju&#380; zatrzymuje si&#281; auto... (minie kilka dni i
TASS z gniewem
stwierdzi we wszystkich gazetach, &#380;e ko&#322;a zbli&#380;one nic
nie wiedz&#261; o znikni&#281;ciu
Aleksandra Do&#322;gana). A co to za sztuka? Nasi mo&#322;ojcy
&#322;apali w ten sposób ludzi w
Brukseli (tak schwytano &#379;or&#281; Blednowa), có&#380; dopiero w
Moskwie!<BR><BR>Trzeba
jednak wyrazi&#263; ORGANOM zas&#322;u&#380;one uznanie: podczas gdy
dzi&#347; przemówienia i sztuki
teatralne wydaj&#261; si&#281; - podobnie jak konfekcja damska -
dzie&#322;em jednej sztancy,
rodzaje aresztowa&#324; ciesz&#261; swoj&#261; rozmaito&#347;ci&#261;.
Odprowadzaj&#261; ci&#281; na bok w
fabrycznej portierni, gdzie dopiero co pokaza&#322;e&#347;
przepustk&#281; - i ju&#380; jeste&#347;
z&#322;apany, bior&#261; ci&#281; ze szpitala wojskowego z
temperatur&#261; 39 stopni (Ans
Bernsztejn) i lekarz nie sprzeciwia si&#281; temu (a spróbowa&#322;by
si&#281; sprzeciwi&#263;!);
bior&#261; ci&#281; wprost ze sto&#322;u operacyjnego, po operacji rany
&#380;o&#322;&#261;dka (N.M. Worobiew,
inspektor okr&#281;gowego wydzia&#322;u o&#347;wiaty - 1936) i ledwie
&#380;ywego, okrwawionego,
pakuj&#261; do celi (wspomnienia Karpunicza); starasz si&#281; (Nadia
Lewicka) o widzenie
ze skazan&#261; ju&#380; matk&#261;, daj&#261; ci je! - a okazuje
si&#281;, &#380;e to konfrontacja i
aresztowanie! Zapraszaj&#261; ci&#281; w sklepie "Gastronom" do
dzia&#322;u zamówie&#324; - i tam
ci&#281; aresztuj&#261;: zostajesz aresztowany przez wagabund&#281;,
który na wszystkie
&#347;wi&#281;to&#347;ci zaklina&#322; ci&#281;,
&#380;eby&#347; mu
pozwoli&#322; przenocowa&#263; pod twoim dachem;
zostajesz aresztowany przez montera, który przyszed&#322;
sprawdzi&#263; licznik;
aresztuje ci&#281; rowerzysta, który potr&#261;ci&#322; ci&#281; na
ulicy: konduktor w poci&#261;gu,
kierowca taksówki, rachmistrz kasy oszcz&#281;dno&#347;ci i bileter w
kinie - ka&#380;dy z nich
ci&#281; aresztuje, i dopiero poniewczasie mo&#380;esz sobie
obejrze&#263; g&#322;&#281;boko schowan&#261;
legitymacj&#281; koloru
bordo.<BR><BR></FONT></DIV><PODZIAL_STRONY />
<DIV id=artykul><FONT face=Arial size=2>Czasem aresztowanie wydaje
si&#281; jak&#261;&#347; gr&#261;
- tyle zainwestowano w nie zb&#281;dnej pomys&#322;owo&#347;ci i sytej
energii, a przecie&#380;
ofiara i tak by nie stawia&#322;a oporu. Czy agenci operacyjni chc&#261;
w ten sposób
uzasadni&#263; potrzeb&#281; swoich funkcji i swojej liczebno&#347;ci?
Jak si&#281; zdaje,
wystarczy&#322;oby rozes&#322;a&#263; wszystkim upatrzonym króliczkom
po wezwaniu - a ju&#380; one
same o wyznaczonej godzinie, co do minuty, pokornie stan&#261; z
t&#322;umoczkiem pod
czarn&#261; bram&#261; urz&#281;du bezpiecze&#324;stwa, aby
zaj&#261;&#263; swoj&#261; cz&#281;&#347;&#263; powierzchni
mieszkalnej we wskazanej celi. (Zreszt&#261; - ko&#322;cho&#378;ników
tak w&#322;a&#347;nie bierze si&#281;
pod klucz; czy to warto jecha&#263; noc&#261; i szuka&#263; jakiej&#347;
chaty po bezdro&#380;ach? Wzywa
si&#281; jednego z drugim do rady gromadzkiej i tam go si&#281; ju&#380;
zabiera, jak swojego.
Czarnoroboczych wzywa si&#281; do fabrycznego
kantoru).<BR><BR>--------------------------------------------------------
---------------------------<BR><BR>Rzecz
jasna, ka&#380;da maszyna ma swoj&#261; zdolno&#347;&#263;
przepustow&#261;, nie prze&#322;knie wi&#281;cej, ni&#380;
potrafi. W trakcie p&#281;kaj&#261;cych w szwach od nadmiaru lat
1945-46, kiedy ci&#261;gn&#281;&#322;y
jeden za drugim kolejowe eszelony het, z Europy, i trzeba by&#322;o je
wszystkie
naraz poch&#322;on&#261;&#263; i wyprawi&#263; do GU&#321;agu - nie
by&#322;o ju&#380; miejsca na t&#281; luksusow&#261; gr&#281;,
sama teoria porz&#261;dnie wylenia&#322;a, powy&#322;azi&#322;y rytualne
piórka i uwi&#281;zienie
dziesi&#261;tków tysi&#281;cy wygl&#261;da&#322;o jak mizerny apel:
stoj&#261; sobie ichmo&#347;cie ze
spisami, z jednego poci&#261;gu wywo&#322;uj&#261;, pakuj&#261; do
drugiego - i to
wszystko.<BR><BR>W ci&#261;gu kilku dziesi&#281;cioleci aresztowania
polityczne mia&#322;y u
nas t&#281; osobliw&#261; cech&#281;, &#380;e podlega&#322;y im osoby,
które nie pope&#322;ni&#322;y &#380;adnej winy -
i w&#322;a&#347;nie dlatego nie my&#347;l&#261;ce o &#380;adnym
oporze.
Wytworzy&#322;o si&#281; powszechne
poczucie osaczenia, szerzy&#322;o si&#281; przekonanie (w warunkach
systemu paszportów i
meldunków - dosy&#263; s&#322;uszne zreszt&#261;), &#380;e przed
GPU-NKWD nie sposób uciec. I nawet
kiedy epidemie aresztowa&#324; dochodzi&#322;y do zenitu, kiedy ludzie
id&#261;c do pracy co
dzie&#324; &#380;egnali si&#281; z rodzin&#261;, bo nie byli nigdy
pewni, czy wróc&#261; wieczorem -
nawet wtedy prawie nie próbowali ucieka&#263; (w rzadkich tylko
wypadkach wybierali
samobójstwo). O to w&#322;a&#347;nie chodzi&#322;o. Bezrogi baran
wilkowi
najmilszy.<BR><BR>Powodem tego by&#322;o te&#380; niezrozumienie
mechanizmu epidemii.
ORGANY nie mia&#322;y zwykle &#347;ci&#347;lejszych kryteriów wyboru -
kogo aresztowa&#263;, kogo
oszcz&#281;dzi&#263;; chodzi&#322;o tylko o wykonanie planu
ilo&#347;ciowego. Wykona&#263; go mo&#380;na by&#322;o
w zawczasu przewidzianym trybie, mo&#380;na te&#380; by&#322;o
korzysta&#263; z zupe&#322;nego przypadku.
W 1937 roku do kancelarii NKWD w Nowoczerkasku przysz&#322;a jaka&#347;
kobieta z
pytaniem, co zrobi&#263; z nienakarmionym niemowl&#281;ciem - dzieckiem
jej aresztowanej
s&#261;siadki. "Poczekajcie tu, obywatelko - powiedziano jej - zaraz
wyja&#347;nimy". Po
dwóch godzinach czekania zabrano j&#261; z kancelarii do celi: trzeba
by&#322;o osi&#261;gn&#261;&#263;
zaplanowan&#261; cyfr&#281;, nie starcza&#322;o ju&#380; agentów na
rozjazdy po mie&#347;cie, a ta si&#281;
sama zg&#322;asza! I odwrotnie - po Andrzeja Paw&#322;o, &#321;otysza
mieszkaj&#261;cego pod Orsz&#261;,
przysz&#322;o NKWD: Paw&#322;o nie otworzy&#322;, wyskoczy&#322; przez
okno, uda&#322;o mu si&#281; uciec i
pojecha&#322; prosto na Syberi&#281;. I chocia&#380; mieszka&#322; tam
pod w&#322;asnym nazwiskiem, a z
dokumentów wynika&#322;o jasno, &#380;e meldowany jest w Orszy, jednak
NIGDY nie siedzia&#322;,
nigdy nie by&#322; wzywany przez Organy, nigdy nie pad&#322;o na&#324;
podejrzenie.
<BR><BR>Istniej&#261; przecie&#380; trzy zakresy &#347;cigania:
ogólnopa&#324;stwowy, republika&#324;ski
i okr&#281;gowy. Prawie po&#322;owa aresztowanych w trakcie epidemii nie
doczeka&#322;aby si&#281;
rozes&#322;ania listów go&#324;czych dalej ni&#380; do granic
okr&#281;gu. Cz&#322;owiek, w&#322;&#261;czony do
planu z przyczyn przypadkowych, np. w wyniku s&#261;siedzkiego donosu,
&#322;atwo móg&#322; by&#263;
zast&#261;piony przez kogo&#347; innego. Jak Andrzej Paw&#322;o, tak
samo inni, którzy
przypadkiem natrafili na ob&#322;aw&#281;, albo na kocio&#322; w
czyim&#347; mieszkaniu, a mieli
do&#347;&#263; odwagi by zaraz uciec, jeszcze przed pierwszym
przes&#322;uchaniem - nigdy nie
byli &#347;cigani, ani poci&#261;gani do odpowiedzialno&#347;ci, kto
za&#347; czeka&#322;
sprawiedliwo&#347;ci, nie ruszaj&#261;c si&#281; z miejsca, ten
dostawa&#322; wyrok. I prawie
wszyscy - przyt&#322;aczaj&#261;ca wi&#281;kszo&#347;&#263; - tak
si&#281; w&#322;a&#347;nie zachowywali: ma&#322;odusznie,
bezradnie, jak skaza&#324;cy.<BR><BR>Z drugiej strony, jest
prawd&#261;,
&#380;e NKWD pod
nieobecno&#347;&#263; poszukiwanego dawa&#322;o jego bliskim zakaz
wyjazdu - nic nie
kosztowa&#322;o, rzecz jasna, zaliczy&#263; sobie obecnych w zamian
tego, co
uciek&#322;.<BR><BR>Powszechny brak winy rodzi powszechn&#261;
bierno&#347;&#263;. A mo&#380;e ci&#281; wcale
nie wezm&#261;? Mo&#380;e jako&#347; ci&#281; to ominie? A.J.
&#321;ady&#380;y&#324;ski by&#322; wychowawc&#261; klasy w
szkole, w prowincjonalnym miasteczku Ko&#322;ogriw. W 1937 roku
podszed&#322; do niego na
rynku jaki&#347; ch&#322;op i przekaza&#322; mu czyje&#347; s&#322;owa
takiej tre&#347;ci: "Aleksandrze
Iwanowiczu, wyjed&#378; st&#261;d, jeste&#347; na li&#347;cie!". Ale
&#321;ady&#380;y&#324;ski zosta&#322;: przecie&#380;
ca&#322;a szko&#322;a na mnie si&#281; trzyma i i c h w&#322;asne dzieci
u mnie si&#281; ucz&#261; - przecie&#380;
nie mog&#261; mnie aresztowa&#263;?... (Po kilku dniach ju&#380;
by&#322; za krat&#261;). Nie ka&#380;demu
jest dane, jak Wani Lewickiemu, rozumie&#263; ju&#380; w wieku lat 14,
&#380;e "ka&#380;dy uczciwy
cz&#322;owiek powinien pój&#347;&#263; w ko&#324;cu do
wi&#281;zienia.
Teraz siedzi tatu&#347;, a jak dorosn&#281;,
to mnie te&#380; wsadz&#261;". (Wsadzili go, gdy mia&#322; 23 lata).
Wi&#281;kszo&#347;&#263; gnu&#347;nieje,
wpatrzona w iskierk&#281; nadziei.<BR><BR>Skoro jeste&#347; niewinny -
to za co mog&#261; ci&#281; w
ogóle wsadzi&#263;? To BY&#321;ABY OMY&#321;KA! Ju&#380;
ci&#281;
wlok&#261; za ko&#322;nierz, a ty wci&#261;&#380; sam si&#281;
zaklinasz: "To omy&#322;ka! Na pewno si&#281; zorientuj&#261; - i
wypuszcz&#261; mnie!". Innych
wsadzaj&#261; w masie, to te&#380; zdaje si&#281; nie mie&#263; sensu,
ale i tu u ka&#380;dego oddzielnie
jest miejsce na podejrzenia: "a mo&#380;e tamten w&#322;a&#347;nie
trafi&#322; nie z przypadku...?".
Bo ty! - to ju&#380; bezwzgl&#281;dnie jeste&#347; bez winy!
Wci&#261;&#380; jeszcze uwa&#380;asz Organy za
instytucj&#281; podporz&#261;dkowan&#261; ludzkiej logice: jak si&#281;
zorientuj&#261;, to
wypuszcz&#261;.<BR><BR>Po co wi&#281;c próbowa&#263;
ucieczki?... Na
co wi&#281;c opór?... Przecie&#380;
pogorszysz tym tylko swoj&#261; sytuacj&#281;, sam im nie pozwolisz
poj&#261;&#263; ich w&#322;asnej
omy&#322;ki. Co tam opór! - nawet ze schodów zbiegasz na paluszkach,
bo tak ci
kazano, &#380;eby s&#261;siedzi nie s&#322;yszeli.<BR><BR>Jak to
potem w
obozie cz&#322;owieka
piek&#322;o: a co, gdyby ka&#380;dy agent id&#261;c noc&#261;
&#322;apa&#263; ludzi, nie by&#322; pewien, czy wróci
&#380;ywy i musia&#322; zawsze &#380;egna&#263; si&#281; z
rodzin&#261;?
Gdyby podczas masowych ob&#322;aw, na
przyk&#322;ad w Leningradzie, kiedy za kraty sz&#322;o &#263;wier&#263;
miasta, ludzie nie siedzieli
po swoich norach, mdlej&#261;c z l&#281;ku przy ka&#380;dym
trza&#347;ni&#281;ciu bramy, przy ka&#380;dym
kroku na schodach - gdyby zrozumieli, &#380;e teraz nie maj&#261;
ju&#380; nic wi&#281;cej do
stracenia i zabrali si&#281; &#380;wawo do urz&#261;dzania w sieniach
swoich domów zasadzek - z
siekierami, m&#322;otkami, pogrzebaczami, z czym popad&#322;o? Wiadomo
przecie&#380;, &#380;e te
nocne gacki nie przychodz&#261; w dobrych zamiarach - wi&#281;c nie
omyli si&#281; cz&#322;owiek
daj&#261;c w &#322;eb zbójowi. Albo taka s u k a z samotnym szoferem,
co ju&#380; czeka na
ulicy - odstawi&#263; by j&#261; jak najdalej albo przebi&#263;
gumy.<BR><BR>I wreszcie - czemu
tu si&#281; w&#322;a&#347;ciwie sprzeciwia&#263;? Ze zabrano ci pasek?
Albo, &#380;e kazano stan&#261;&#263; w
k&#261;cie? Albo - &#380;e musisz wyj&#347;&#263; za próg swojego
domu? Aresztowanie sk&#322;ada si&#281; z
drobnych wypadeczków, z rozlicznych drobnostek - &#380;adna z nich nie
jest jakby
warta sporu (a nadto my&#347;li aresztowanego kr&#261;&#380;&#261;
dooko&#322;a wielkiego problemu: "za
co?") - a dopiero wszystkie te drobnostki razem sk&#322;adaj&#261;
si&#281; nieub&#322;aganie na
proces aresztowania.<BR><BR>Zreszt&#261; - bo to ma&#322;o
si&#281;
dzieje w duszy &#347;wie&#380;ego
aresztanta! - ju&#380; to jedno warte jest ca&#322;ej ksi&#281;gi.
Mog&#261; tam by&#263; uczucia,
których nigdy by&#347;my si&#281; nie domy&#347;lili. Kiedy w 1921
roku aresztowano 19-letni&#261;
Eugeni&#281; Dojarenko i trzech m&#322;odych czekistów grzeba&#322;o w
jej po&#347;cieli i w
komodzie z bielizn&#261;, dziewczyna zachowywa&#322;a si&#281;
spokojnie: nic tam nie ma,
niczego wi&#281;c nie znajd&#261;. I nagle wzi&#281;li w r&#281;ce jej
intymny pami&#281;tnik, którego
nawet matce nie mog&#322;aby pokaza&#263; - otó&#380; czytanie jej
zwierze&#324; przez obcych, wrogo
nastawionych ch&#322;opaków bole&#347;niej j&#261; zrani&#322;o
ni&#380; ca&#322;a &#321;ubianka z jej kratami i
lochami. I u wielu innych ludzi te prywatne uczucia i
sk&#322;onno&#347;ci, którym
aresztowanie zadaje cios, mog&#261; okaza&#263; si&#281; silniejsze
ni&#380; l&#281;k przed wi&#281;zieniem
albo wzgl&#281;dy polityczne. Cz&#322;owiek, nieprzygotowany
wewn&#281;trznie na gwa&#322;t, zawsze
jest s&#322;abszy od gwa&#322;ciciela.<BR><BR>Nieliczni tylko
maj&#261;
tyle rozumu i
&#347;mia&#322;o&#347;ci, aby zorientowa&#263; si&#281; z punktu.
Dyrektor Instytutu Geologicznego
Akademii Nauk, Grigoriew, gdy przyszli po niego w 1948 roku,
zabarykadowa&#322; si&#281; i
dwie godziny pali&#322; papiery.<BR><BR>Czasami aresztowany czuje przede
wszystkim
ulg&#281; i nawet... RADO&#346;&#262;, ale to zdarza&#322;o si&#281;
g&#322;ównie w okresie epidemii
aresztowa&#324;: kiedy naoko&#322;o zabieraj&#261; jednego po drugim,
jednego po drugim, takich
ja ty, a ciebie omijaj&#261;, wci&#261;&#380; jako&#347;
zwlekaj&#261;,
przecie&#380; to wyczerpuje, to dr&#281;czy
cz&#322;owieka - i nie tylko w&#261;t&#322;ego duchem - gorzej od
wszelkiego
wi&#281;zienia.<BR><BR>Organy rych&#322;o nie doliczy&#322;yby
si&#281;
kupy agentów i &#347;rodków
transportu - i wbrew najlepszym ch&#281;ciom Stalina, przekl&#281;ta
maszyna musia&#322;aby si&#281;
zatrzyma&#263;! ZAS&#321;U&#379;YLI&#346;MY sobie po prostu na wszystko,
co pó&#378;niej
nast&#261;pi&#322;o.<BR><BR>Wasyli W&#322;asow, nieustraszony
komunista,
którego tu nieraz
jeszcze wymienimy, odmówi&#322; ucieczki, jak&#261; mu proponowali
jego bezpartyjni
pomocnicy, a zadr&#281;cza&#322; si&#281; tym, &#380;e wyaresztowano
ju&#380; ca&#322;e kierownictwo
Kadyjskiego powiatu (1937), on za&#347; wci&#261;&#380; jeszcze by&#322;
wolny, wci&#261;&#380; wolny. Móg&#322;
wytrzyma&#263; tylko cios frontalny - cios nast&#261;pi&#322; i
W&#322;asow zaraz si&#281; uspokoi&#322;, a
przez kilka pierwszych dni w wi&#281;zieniu czu&#322; si&#281;
doskonale. Duchowny, ojciec
Iraks Boczarow w 1934 roku wyjecha&#322; do A&#322;ma-Aty, &#380;eby tam
nie&#347;&#263; pociech&#281;
zes&#322;anym wiernym. W tym czasie agenci trzykrotnie nachodzili jego
mieszkanie w
Moskwie z nakazem aresztowania. Kiedy wróci&#322;, parafianki
czeka&#322;y ju&#380; na dworcu z
ostrze&#380;eniem. Osiem lat przerzucali go wierni z jednej kryjówki
do drugiej. To
koczowanie tak zadr&#281;czy&#322;o popa, &#380;e kiedy go nareszcie w
1942 roku aresztowano,
zacz&#261;&#322; z rado&#347;ci g&#322;o&#347;no chwali&#263;
Pana.<BR><BR>W tym rozdziale wci&#261;&#380; mówimy o
podstawowej masie, o królikach, nie wiadomo za co wsadzanych za kraty.
Ale w tej
ksi&#261;&#380;ce b&#281;dziemy musieli jeszcze poruszy&#263; sprawy
tych, którzy tak&#380;e w naszym
ustroju mogli by&#263; uznani za politycznych. Wiera Rybakowa,
studentka,
socjaldemokratka, marzy&#322;a na wolno&#347;ci o wi&#281;zieniu
izolacyjnym w Suzdalu: jedynie
tam mog&#322;a liczy&#263; na spotkanie ze starszymi towarzyszami
(nikogo ju&#380; nie by&#322;o na
swobodzie) i lepsze ugruntowanie swojego &#347;wiatopogl&#261;du.
Es-erka Katarzyna
Olickaja w 1924 roku uwa&#380;a&#322;a si&#281; nawet za niegodn&#261;
siedzenia w wi&#281;zieniu:
przeszli przez nie przecie&#380; najlepsi ludzie Rosji, ona za&#347;
by&#322;a jeszcze m&#322;oda i
nic jeszcze dla Rosji nie zd&#261;&#380;y&#322;a zrobi&#263;. Ale
wolno&#347;&#263; te&#380; ju&#380; jej nie wabi&#322;a.
Tak te&#380; obie one posz&#322;y do wi&#281;zienia - z dum&#261; i
rado&#347;ci&#261;.<BR><BR>"A gdzie opór?
Czemu&#380;e&#347;cie si&#281; nie opierali?" - robi&#261; teraz
wyrzuty
ofiarom ci, których
zostawiono w spokoju.<BR>A tak, sprzeciw powinien by&#322;
zacz&#261;&#263; si&#281; do razu, od
samego aresztowania.</FONT></DIV><PODZIAL_STRONY />
<DIV id=artykul><FONT face=Arial size=2>Ale si&#281; nie
zacz&#261;&#322;.<BR><BR>* *
*<BR><BR>I oto - ju&#380; ci&#281; prowadz&#261;. Je&#347;li
to
dzie&#324;, to nadchodzi teraz
nieuchronnie ta krótka, niepowtarzalna chwila, kiedy - bez ostentacji,
z twoj&#261;
tchórzliw&#261; zgod&#261;, albo ostentacyjnie, z pistoletami w
r&#281;ku - prowadz&#261; ci&#281; przez
t&#322;um, mi&#281;dzy setkami takich samych niewinnych i osaczonych.
Ust nikt ci nie
zamkn&#261;&#322;. I teraz powinienby&#347; KRZYCZE&#262;;
krzycze&#263;, &#380;e jeste&#347; aresztowany! Ze
poprzebierane &#322;otry wy&#322;apuj&#261; ludzi! Ze &#322;api&#261;
ich na podstawie k&#322;amliwych
donosów! Ze trwa g&#322;uche polowanie na miliony obywateli! I
s&#322;ysz&#261;c takie krzyki
wiele razy dziennie i we wszystkich dzielnicach miasta mo&#380;e by twoi

wspó&#322;obywatele nastawili uszu? Mo&#380;e aresztowanie
przesta&#322;oby by&#263; tak&#261; &#322;atw&#261;
robot&#261;?<BR><BR>W 1927 roku, kiedy potulno&#347;&#263; jeszcze
nie
tak bardzo rozmi&#281;kczy&#322;a
nasze mózgi, na placu Sierpuchowskim, w bia&#322;y dzie&#324;, dwóch
czekistów próbowa&#322;o
zaaresztowa&#263; kobiet&#281;. Kobieta uczepi&#322;a si&#281;
s&#322;upa latarni, zacz&#281;&#322;a krzycze&#263;, nie
chcia&#322;a ust&#261;pi&#263;. Zebra&#322; si&#281; t&#322;um.
(Trzeba
by&#322;o takiej kobiety, ale te&#380; trzeba
by&#322;o takiego t&#322;umu! Nie wszyscy przechodnie odwracali oczy,
nie wszyscy woleli
przemkn&#261;&#263; si&#281; cichcem!). Dziarscy ch&#322;opcy od razu
stracili rezon. Bo nie
potrafi&#261; pracowa&#263; przy ludziach. Wsiedli do auta i ulotnili
si&#281;. (A kobieta
powinna by&#322;a od razu wsi&#261;&#347;&#263; do poci&#261;gu i
wyjecha&#263;! Ale wola&#322;a przenocowa&#263; w
domu. Wi&#281;c w nocy odwieziono j&#261; na
&#321;ubiank&#281;).<BR><BR>Ale z twojego zaschni&#281;tego
gard&#322;a nie wyrywa si&#281; &#380;aden krzyk, a przechodz&#261;cy
obok t&#322;um bierze i ciebie, i
twoich oprawców za grup&#281; przyjació&#322; na
przechadzce.<BR>Ja
sam nieraz mia&#322;em
okazj&#281; do krzyku.<BR><BR>Jedenastego dnia po aresztowaniu trzej
agenci
SMIERSZ-a, zaj&#281;ci trzema walizami trofeów bardziej ni&#380;
mn&#261; (po d&#322;ugiej podró&#380;y
ju&#380; na mnie polegali), przywie&#378;li mnie do Moskwy, na Dworzec
Bia&#322;oruski.
Nazywa&#322;o si&#281; toto speckonwój, ale w istocie automaty
przeszkadza&#322;y im tylko w
d&#378;wiganiu bardzo ci&#281;&#380;kich kufrów: by&#322; to
&#322;up
nagrabiony w Niemczech przez nich
samych i przez ich naczelników z kontrwywiadu SMIERSZ II Frontu
Bia&#322;oruskiego.
Konwojowanie mojej osoby da&#322;o im pretekst do przekazania
&#322;upów rodzinom w g&#322;&#281;bi
ojczystego kraju. Czwart&#261; walizk&#281; d&#378;wiga&#322;em sam bez
&#380;adnej ochoty: by&#322;y w niej
moje dzienniki i utwory: dowody rzeczowe w mojej sprawie. Nikt z tej
trojki nie
zna&#322; miasta, moim zadaniem wi&#281;c by&#322; wybór
najkrótszej
drogi do wi&#281;zienia. Ja sam
mia&#322;em zaprowadzi&#263; ich na &#321;ubiank&#281;, gdzie
dot&#261;d
nigdy nie byli (myli&#322;em j&#261;
zreszt&#261; z ministerstwem spraw zagranicznych).<BR><BR>Po dobie
sp&#281;dzonej w
kontrwywiadzie mojej armii; po trzech dobach w kontrwywiadzie frontu,
gdzie
wspó&#322;wi&#281;&#378;niowie ju&#380; mnie o&#347;wiecili (co
do
oszustw i pu&#322;apek &#347;ledztwa, gró&#378;b,
bicia, co do tego, &#380;e kogo zamkn&#261;, tego ju&#380; nigdy nie
wypuszcz&#261;; co do
nieuchronnego przydzia&#322;u dychy) cudem wyrwa&#322;em si&#281; na
&#347;wiat bo&#380;y i oto ju&#380;
cztery dni rozje&#380;d&#380;am jak wolny i otoczony wolnymi,
chocia&#380; grzbiet mój le&#380;a&#322;
ju&#380; na zgni&#322;ej s&#322;omie obok kub&#322;a, chocia&#380;
oczy
moje widzia&#322;y ju&#380; sponiewieranych
i pozbawionych snu, uszy s&#322;ysza&#322;y ju&#380; s&#322;owa prawdy,
usta kosztowa&#322;y ju&#380;
wi&#281;ziennej bryji. Czemu wi&#281;c milcz&#281;? Czemu nie powiem
wszystkiego oszukanym
ludziom w ostatniej mojej chwili, gdy jeszcze mog&#281; otwarcie z nimi
gada&#263;?<BR><BR>Milcza&#322;em w polskim mie&#347;cie Brodnicy
- ale
tam mo&#380;e nikt nie
rozumie po rosyjsku? Nie krzycza&#322;em ani razu na ulicach
Bia&#322;egostoku - ale mo&#380;e
to wszystko Polaków nie obchodzi? Ani s&#322;owa nie wymówi&#322;em
na stacji Wo&#322;kowysk -
ale ludzi tam by&#322;o przyma&#322;o. Jak gdyby nigdy nic
maszerowa&#322;em z tymi
rozbójnikami po peronach Mi&#324;ska - ale dworzec tam by&#322;
jeszcze rozbity. A teraz
prowadz&#281; za sob&#261; agentów SMIERSZ-a do krytego
bia&#322;&#261; kopu&#322;&#261;, górnego,
okr&#261;g&#322;ego
westybulu stacji Bia&#322;oruska-Srednicowa moskiewskiego metra; stacja
zalana jest
elektrycznym blaskiem i z do&#322;u w gór&#281; p&#322;yn&#261; ku
nam
dwoma równoleg&#322;ymi ci&#261;gami
ruchomych schodów dwa g&#281;ste rz&#281;dy mieszka&#324;ców
Moskwy.
Wydaje si&#281;, &#380;e wszyscy oni
patrz&#261; na mnie! Niesko&#324;czonym &#322;a&#324;cuchem
stamt&#261;d, z g&#322;&#281;bin nie&#347;wiadomo&#347;ci pn&#261;
si&#281;, pn&#261; si&#281; a&#380; pod l&#347;ni&#261;c&#261;
kopu&#322;&#281;, tu, do mnie, po jedno chocia&#380; s&#322;owo prawdy,
czemu&#380; to wi&#281;c milcz&#281;??!...<BR><BR>A ka&#380;dy
ma zawsze
dobry tuzin g&#322;adkich
powodów, &#380;eby si&#281; nie po&#347;wi&#281;ca&#263; i
uwa&#380;a&#263;, &#380;e to s&#322;uszne.<BR><BR>Ludzie
maj&#261;
jeszcze nadziej&#281;, &#380;e wszystko jako&#347; si&#281;
u&#322;o&#380;y i boj&#261; si&#281; swoim krzykiem
pogorszy&#263; spraw&#281; (przecie&#380; z tamtego, innego &#347;wiata
nie dochodz&#261; do nas wie&#347;ci,
nie wiemy wi&#281;c, &#380;e od chwili aresztowania nasz los jest
przes&#261;dzony w najgorszy
z mo&#380;liwych sposobów i &#380;e pogorszy&#263; go prawie nie
mo&#380;na). Inni jeszcze nie
dojrzeli do tych poj&#281;&#263;, które uk&#322;adaj&#261;
si&#281; w
krzyk w&#347;ród t&#322;umu. Przecie&#380; tylko
rewolucjonista ma swoje has&#322;a zawsze na wargach, same rw&#261; mu
si&#281; z ust, a sk&#261;d
ma je wzi&#261;&#263; potulny, trzymaj&#261;cy si&#281; na uboczu
zjadacz chleba? On NIE WIE PO
PROSTU, co ma krzycze&#263;. Jest wreszcie rodzaj ludzi, których
pier&#347; zbyt jest
pe&#322;na, których oczy zbyt wiele widzia&#322;y, aby mo&#380;na
by&#322;o da&#263; upust temu jezioru w
kilku bez&#322;adnych okrzykach.<BR><BR>A ja - ja milcz&#281; z
jeszcze
jednego powodu: bo
tych ludzi wje&#380;d&#380;aj&#261;cych po stopniach dwóch
wyci&#261;gów wci&#261;&#380; mi jeszcze za ma&#322;o -
za ma&#322;o! Tu mój lament us&#322;ysz&#261; dwie setki, dwa razy po
dwie setki ludzi - a co z
dwiema setkami milionów?... Roi mi si&#281; mgli&#347;cie, &#380;e
kiedy&#347; jeszcze co&#347; krzykn&#281;
tym ca&#322;ym dwustu milionom...<BR><BR>A tymczasem wyci&#261;g
nieub&#322;aganie niesie mnie
w dó&#322;, do piekie&#322;, mnie, cz&#322;owieka który nie
otworzy&#322; ust.<BR>Milcz&#281; jeszcze,
gdy idziemy przez Ochotny Riad.<BR>Ani krzykn&#281; ko&#322;o
"Metropolu".<BR>Nie poderw&#281;
r&#261;k na Golgocie placu &#321;ubia&#324;skiego...<BR><BR>* *
*<BR><BR><SPAN
class=txt_srodtytul><FONT color=#ff0000 size=4>III </FONT><A
class=""
href="mhtml:{7C8A2A86-FEBA-4A03-9143-B88E444D192C}mid://00000603/!x-usc
:http://tematy.wyborcza.pl/%8C/2080,Sledztwo"><FONT
color=#ff0000
size=4>&#346;ledztwo</FONT></A></SPAN><BR><BR>Gdyby
czechowowskim
inteligentom, wci&#261;&#380; zastanawiaj&#261;cym si&#281;, co
b&#281;dzie za
dwadzie&#347;cia-trzydzie&#347;ci-czterdzie&#347;ci lat, kto&#347;
odpowiedzia&#322;, &#380;e za lat
czterdzie&#347;ci b&#281;d&#261; w Rosji tortury przy &#347;ledztwie,
&#380;e b&#281;d&#261; cz&#322;owiekowi &#347;ciska&#263;
g&#322;ow&#281; obr&#281;cz&#261;, zanurza&#263; go w wannie z kwasem,
&#380;e b&#281;d&#261; go - nagiego i skutego -
wystawia&#263; na uk&#261;szenia mrówek i pluskiew, &#380;e mu
b&#281;d&#261; wpycha&#263; roz&#380;arzony na
prymusie wycior w odbytnic&#281; ("tajemne pi&#281;tno"), powoli
rozgniata&#263; butem
genitalia, a ju&#380; co najmniej - m&#281;czy&#263;
ca&#322;otygodniow&#261; bezsenno&#347;ci&#261;, pragnieniem i
biciem na krwawy befsztyk - ani jedna sztuka Czechowa nie dosz&#322;aby
do fina&#322;u,
wszyscy bohaterowie znale&#378;liby si&#281; wcze&#347;niej w domu
wariatów.<BR><BR>Ale co tam
bohaterowie Czechowa! Jak i w ogóle normalny Rosjanin, w tej liczbie
równie&#380;
ka&#380;dy cz&#322;onek RSDRP móg&#322;by w to uwierzy&#263;, kto
potrafi&#322;by pogodzi&#263; si&#281; z takim
oczernianiem &#347;wietlanej przysz&#322;o&#347;ci? To, co jeszcze za
Aleksego Michaj&#322;owicza
wydawa&#322;o si&#281; na miejscu, co za Piotra ju&#380; uchodzi&#322;o
za barbarzy&#324;stwo, co za
czasów Birona mog&#322;o by&#263; zastosowane do 10-20 ludzi, co
sta&#322;o si&#281; ju&#380; zupe&#322;nie
niemo&#380;liwe od czasów Katarzyny - otó&#380; to
w&#322;a&#347;nie
w zenicie wspania&#322;ego
dwudziestego wieku, w spo&#322;ecze&#324;stwie opartym na
socjalistycznych za&#322;o&#380;eniach, w
okresie, gdy lata&#322;y ju&#380; samoloty, pojawi&#322;o si&#281; radio
i film d&#378;wi&#281;kowy -
pope&#322;nione zosta&#322;o nie przez jednego niegodziwca, nie w jednym
jakim&#347; zakamarku,
ale przez dziesi&#261;tki tysi&#281;cy specjalnie wykszta&#322;conych
ludzkich bestii,
pastwi&#261;cych si&#281; nad milionami bezbronnych ofiar. I czy
straszny jest tylko ten
wybuch atawizmu, nazywany dzi&#347; wykr&#281;tnie "kultem jednostki"?
Czy mo&#380;e raczej to
jest straszne, &#380;e tym samym czasie obchodzono u nas uroczy&#347;cie
stulecie &#347;mierci
Puszkina? Ze bezwstydnie wystawiano w&#322;a&#347;nie sztuki Czechowa?
chocia&#380; odpowied&#378;
na nie ju&#380; by&#322;a dana? A mo&#380;e jeszcze straszniejsze jest
to, &#380;e nawet po
trzydziestu latach powiada si&#281; nam: nie trzeba tym mówi&#263;!
Kto wspomina o
cierpieniach milionów, ten wypacza perspektyw&#281; historyczn&#261;!
Kto usi&#322;uje wnikn&#261;&#263;
w istot&#281; naszego porz&#261;dku moralnego ten rzuca cie&#324; na
post&#281;p materialny!
Przypomnijcie sobie lepiej puszczone w ruch wielkie piece i walcownie,
przebite
kana&#322;y... nie, kana&#322;y lepiej nie... no to kopalnie z&#322;ota
na Ko&#322;ymie, nie, o tym
te&#380; lepiej nie... Zreszt&#261;, mo&#380;na o wszystkim, byle
umiej&#281;tnie, chwal&#261;c, co
nale&#380;y...<BR><BR></FONT></DIV>
<DIV id=source><FONT face=Arial><FONT
size=2><SPAN>&#377;ród&#322;o: </SPAN>Gazeta
Wyborcza</FONT></FONT></DIV></DIV>
<DIV><A
href="mhtml:{7C8A2A86-FEBA-4A03-9143-B88E444D192C}mid://00000603/!x-usc
:http://wyborcza.pl/1,75475,5554956,Archipelag_Gulag.html?skad=rss"><FO
NT
face=Arial
size=2>http://wyborcza.pl/1,75475,5554956,Archipelag_Gulag.html?skad=
rss</FONT></A></DIV>
<DIV><BR><FONT face=Arial size=2>--
<BR>=======<BR>Jdr<BR>................<BR></FONT><A
href="mhtml:{7C8A2A86-FEBA-4A03-9143-B88E444D192C}mid://00000603/!x-usc
:http://homepage.ntlworld.com/josephd.ross/index.html"><FONT
face=Arial
size=2>http://homepage.ntlworld.com/josephd.ross/index.html</FONT></A><
/DIV>
<DIV><FONT face=Arial size=2></FONT>&nbsp;</DIV>
<DIV><FONT face=Arial
size=2></FONT>&nbsp;</DIV></FONT></SPAN><FONT
face=Arial
size=2></FONT></H1></DIV></DIV></DIV>
<DIV><FONT face=Arial size=2></FONT>&nbsp;</DIV>
<DIV><FONT face=Arial
size=2></FONT>&nbsp;</DIV></BODY></HTML>

------=_NextPart_000_026F_01C8F7B7.1BA7B270--


[ Auf dieses Posting antworten ]